Obowiązujący limit wydatków na refundację nigdy nie został w pełni wykorzystany. Ministerstwo Zdrowia chce go zastąpić wieloletnim planem finansowym i osobno zabezpieczać pieniądze na leki z apteki oraz leczenie w programach lekowych i chemioterapii. To jedna z najważniejszych zapowiedzi Polityki Lekowej Państwa na lata 2027–2032, której założenia przedstawiono podczas XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu.
Na leki refundowane można dziś przeznaczyć maksymalnie 17 proc. środków NFZ przeznaczonych na świadczenia gwarantowane. Problem w tym, że ten pułap pozostał głównie zapisem w ustawie. System nigdy go w pełni nie wykorzystał. Z wyliczeń pokazanych w Karpaczu wynika, że gdyby w analizowanym okresie wykorzystano całą dopuszczalną kwotę, na refundację trafiłoby łącznie o 47 mld zł więcej. Nie oznacza to jednak, że samo wydanie tych pieniędzy rozwiązałoby wszystkie problemy. – Oczywiście można się zastanawiać, czy wydawanie tych pełnych 17 procent by nas zaspokoiło. Mogę Państwu powiedzieć, że na pewno nie. Nie zaspokoi nas bez uporządkowania tego całego systemu – mówił Mateusz Oczkowski, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji Ministerstwa Zdrowia.
Resort proponuje więc inne podejście. Zamiast procentowego limitu miałby powstać plan obejmujący kilka lat. Oddzielnie określano by w nim pieniądze na refundację apteczną, a oddzielnie na programy lekowe i chemioterapię. Osobna pula ma służyć finansowaniu nowych programów, których nie można było przewidzieć podczas przygotowywania pierwotnego planu NFZ. Takie rozwiązanie ma pokazywać rzeczywiste zobowiązania systemu. Decyzja o refundacji zapada w konkretnym momencie, ale jej skutki finansowe są odczuwalne przez kolejne lata. Pacjenci kontynuują terapię, do programów dołączają następni chorzy, a ośrodki potrzebują środków nie tylko na sam lek, lecz również na diagnostykę, personel i monitorowanie leczenia.
Pieniądze odzyskane na lekach mają wracać do refundacji
Ministerstwo chce zmienić także sposób wykorzystania oszczędności uzyskiwanych dzięki instrumentom dzielenia ryzyka. Są to poufne umowy z firmami farmaceutycznymi, które pozwalają płatnikowi odzyskać część wydatków lub kupować leki na warunkach korzystniejszych niż wynikałoby to z oficjalnej ceny.
Dziś odzyskane pieniądze nie są przypisane do budżetu na refundację. Resort proponuje, aby wracały bezpośrednio do finansowania leków. Skala nie jest mała – w 2025 roku instrumenty dzielenia ryzyka miały przynieść prawie 3 mld zł oszczędności. Środki te mogłyby pokrywać leczenie wykonane ponad limity zakontraktowane w programach lekowych oraz zwiększać wartość umów zawieranych z placówkami.
Drugim źródłem oszczędności ma być wygasanie patentów. W ciągu najbliższych pięciu lat część kosztownych leków straci ochronę, a na rynek będą mogły wejść ich tańsze odpowiedniki. Wartość produktów objętych tzw. klifem patentowym resort szacuje na około 8 mld zł. Pojawienie się konkurencji może przynieść nawet 4 mld zł oszczędności. Te pieniądze będą potrzebne, jeżeli MZ chce zrealizować pozostałe cele. Jednym z nich jest skrócenie procedowania wniosków dotyczących nowych terapii do 180 dni. Polska miałaby również awansować z 17. miejsca do pierwszej dziesiątki państw Unii Europejskiej pod względem udostępniania innowacyjnych leków, ocenianego w raporcie W.A.I.T. W chorobach rzadkich i ultrarzadkich resort chce utrzymać kraj w europejskiej czołówce, a dostępność leków biologicznych równoważnych zwiększyć do około 30 proc.
Termin 180 dni nie będzie oznaczał automatycznej zgody na refundację każdego nowego preparatu. Lek nadal będzie podlegał ocenie klinicznej i ekonomicznej, a jego producent – negocjacjom cenowym. Zmienić ma się przede wszystkim czas prowadzenia postępowania.
Pacjenci dopłacają do leków 16 mld zł rocznie
Znacznie trudniejszy do osiągnięcia może się okazać cel dotyczący leków wydawanych w aptekach. Poziom ich refundacji ma wzrosnąć z około 45 proc. do 70 proc. w ciągu sześciu lat. Za tymi procentami kryją się wydatki ponoszone bezpośrednio przez pacjentów. Polacy przeznaczają z własnej kieszeni na leki około 16 mld zł rocznie. Według szacunków przedstawionych przez Mateusza Oczkowskiego, aby zdecydowanie poszerzyć refundację apteczną, system potrzebowałby dodatkowych 10–12 mld zł.
Zapowiadane 70 proc. nie oznacza, że każdy lek w aptece będzie finansowany w takim zakresie. Na razie nie przedstawiono szczegółowej metody obliczania tego wskaźnika. Wiadomo jednak, że resort chce przyjrzeć się nie tylko wielkości publicznych wydatków, lecz także temu, ile pacjent faktycznie płaci przy aptecznym okienku.
Jednocześnie MZ zamierza ograniczyć marnowanie leków i nieprawidłowe stosowanie farmakoterapii. Dane przedstawione w Karpaczu pokazują skalę problemu. W 2021 roku ponad 4 mln pacjentów wykupiło co najmniej 15 różnych produktów leczniczych na receptę, a blisko 2 mln – ponad 20.
Resort zwraca też uwagę na recepty pochodzące od wielu lekarzy. W 2025 roku ponad 38 tys. pacjentów realizowało recepty wystawione przez maksymalnie 15 świadczeniodawców, a 2634 osoby otrzymały je od ponad 20 lekarzy. Przy tak rozproszonej opiece łatwo przeoczyć, że dwa preparaty działają podobnie, wchodzą ze sobą w interakcje albo zostały zapisane na tę samą dolegliwość.
Jest też odwrotny problem: część chorych w ogóle nie rozpoczyna zaleconej terapii lub szybko ją przerywa. Nawet 25 proc. wystawionych recept nie jest realizowanych. Według danych przytoczonych przez ministerstwo zaleceń nie przestrzega 58 proc. pacjentów leczonych z powodu nadciśnienia.
Farmaceuta ma wiedzieć więcej i robić więcej
Odpowiedzią ma być lepszy przepływ informacji pomiędzy lekarzem, pacjentem, farmaceutą i płatnikiem. Recepta mogłaby zostać powiązana z indywidualnym kontem refundacyjnym pacjenta. MZ zapowiada też obowiązkowy i jednolity zapis dawkowania, szersze wykorzystanie kodów ICD-10 oraz ograniczenie ilości refundowanego leku, którą można jednorazowo zgromadzić.
Dużo większą rolę w kontrolowaniu farmakoterapii mają otrzymać farmaceuci. Mogliby wykonywać przeglądy lekowe, wychwytywać powtarzające się terapie i pomagać pacjentom prawidłowo stosować preparaty. Resort chce rozwijać wystandaryzowane usługi opieki farmaceutycznej. Część z nich finansowałby NFZ, inne byłyby pełnopłatne albo współpłacone. Farmaceuci mieliby również możliwość prowadzenia indywidualnych lub grupowych praktyk zawodowych. Zmienić ma się zakres ich uprawnień do wystawiania recept, podobnie jak uprawnienia pielęgniarek i położnych.
Ministerstwo rozważa powiązanie części wynagrodzenia aptek z uzyskiwanym efektem, na przykład z poziomem zamiennictwa leków. Dziś pacjenci wybierają tańszy odpowiednik w około 10–15 proc. przypadków. Taki system będzie jednak wymagał zabezpieczeń, aby decyzja o zamianie leku nadal opierała się na bezpieczeństwie i potrzebach konkretnej osoby, a nie tylko na wskaźniku finansowym.
Osobny rozdział polityki ma dotyczyć preparatów dostępnych bez recepty. Państwo chce przygotować zasady bezpiecznego samoleczenia, zbierać pełniejsze informacje o sprzedaży i co roku oceniać bezpieczeństwo rynku pozaaptecznego. Polacy wydają na leki sprzedawane poza aptekami już blisko 2 mld zł. Resort rozważa również większy wpływ ministra zdrowia na to, które preparaty mogą przechodzić z kategorii Rx do OTC.
Czytaj także: Ministerstwo Zdrowia zmienia zasady dotyczące bezpłatnych leków. Chce zwiększyć konkurencję cenową
Jedna e-recepta, kilka aptek. Nowa usługa już w blisko 60 proc. placówek
Program lekowy: mniej pobytów w szpitalu, więcej danych
Nowa polityka ma zmienić nie tylko sposób finansowania programów lekowych, ale również ich codzienne funkcjonowanie. Zasady kwalifikacji, wykonywania badań i monitorowania pacjentów mają zostać ujednolicone. Wyraźniej określone będą też sytuacje, w których terapię należy przerwać albo zakończyć. Lek i diagnostyka potrzebna do jego prawidłowego zastosowania mają być oceniane równolegle. To ważne szczególnie przy terapiach, których wybór zależy od wyniku badań genetycznych lub molekularnych. Sama refundacja preparatu niewiele zmienia, jeśli pacjent nie może na czas wykonać badania pozwalającego zakwalifikować go do leczenia.
Resort zapowiada również szersze korzystanie z opieki ambulatoryjnej. Jeżeli sposób podawania leku i stan chorego nie wymagają hospitalizacji, pacjent nie powinien pojawiać się na oddziale tylko dlatego, że tak skonstruowano rozliczenie programu. Placówki mają otrzymywać finansowe zachęty do organizowania terapii w prostszej formie.
Zmienić mogą się także zakupy. W przypadku leków, które nie mają konkurencji, MZ widzi miejsce dla zamówień centralnych prowadzonych przez NFZ. Gdy na rynku działa kilku producentów, zakupy lokalne miałyby podtrzymywać konkurencję. Zdaniem resortu pełna centralizacja mogłaby wyeliminować część dostawców i po pewnym czasie ponownie doprowadzić do monopolu.
Większej kontroli będą podlegały dane o wynikach leczenia. Ministerstwo chce uzależnić rozliczenie programu od przekazania kompletnych informacji pozwalających sprawdzić, jak terapia działa w rzeczywistej praktyce. – Płacimy, a nie dostarczamy danych. Więc za co płacimy tak naprawdę? – pytał Mateusz Oczkowski. Jednocześnie zniknąć ma część sprawozdawczości, która pochłania czas personelu, ale nie dostarcza informacji potrzebnych do oceny leczenia.
Czytaj także: CAR-T dla chorych na szpiczaka. Eksperci apelują o racjonalny model finansowania
KPO zmieniło zaplecze polskich szpitali. Teraz inwestycje muszą przełożyć się na dostępność leczenia
Bezpieczeństwo lekowe to nie tylko reagowanie na braki
Katarzyna Kacperczyk, wiceminister zdrowia, podkreśliła, że przygotowywany dokument ma wyjść daleko poza refundację. Obejmie bezpieczeństwo dostaw, krajową produkcję, dystrybucję, badania kliniczne, recepty, leki OTC, opiekę farmaceutyczną, cyfryzację i podział zadań pomiędzy instytucjami. – Polityka lekowa, nad którą pracujemy i którą będziemy przedstawiać, tak naprawdę zdecydowanie wykracza ponad to tradycyjne rozumienie polityki lekowej, które często sprowadzaliśmy do systemu refundacyjnego i do terapii, które wprowadzamy do systemu – mówiła.
Ministerstwo rozdziela bezpieczeństwo lekowe na dwa poziomy. Pierwszy to szybkie reagowanie na brak preparatu, przerwane dostawy, epidemię, katastrofę lub konflikt zbrojny. Drugi wymaga działania z wyprzedzeniem: rozpoznawania słabych punktów rynku, różnicowania źródeł dostaw, rozwijania produkcji w kraju i tworzenia rezerw.
– Musimy odejść od tego paradygmatu, że zapobiegamy tylko niedoborom, ale lepiej zarządzać całymi łańcuchami produkcyjnymi, łańcuchami dostaw i budować system odporny i niezależny. I to nie tylko na obecne czasy, na dziś, ale również na wypadek kryzysów i na wypadek wojny – zapowiedziała Katarzyna Kacperczyk.
Przy budowaniu zapasów mają być wykorzystywane krajowe wykazy leków krytycznych oraz listy G1 i G2. Państwo chce także wskazać substancje czynne o znaczeniu strategicznym, potrzebne m.in. w ratownictwie, anestezjologii, antybiotykoterapii, leczeniu przeciwzakrzepowym, szczepieniach i zabezpieczeniu pracy szpitali. Osobne regulacje mają opisywać działanie systemu lekowego na czas wojny.
Organizacje pacjentów dostaną większy wpływ
W założeniach znalazło się również szersze włączanie organizacji pacjentów do negocjacji i prac gremiów doradczych. Ma temu towarzyszyć większa przejrzystość. Przed udziałem organizacji w debacie lub procesie decyzyjnym powinna być dostępna informacja o jej finansowaniu przez firmy farmaceutyczne i możliwym konflikcie interesów. Resort rozważa także powołanie specjalnego funduszu, który finansowałby działalność organizacji pacjenckich i ograniczał ich zależność od wsparcia komercyjnego. Nie przedstawiono jeszcze zasad działania ani źródeł pieniędzy dla takiego rozwiązania.
Pełna Polityka Lekowa Państwa na lata 2027–2032 ma zostać opublikowana pod koniec września lub na początku października – w wersji pełnej i skróconej. Wiele przedstawionych w Karpaczu rozwiązań wymaga jeszcze konsultacji, przepisów i zabezpieczenia środków. Dopiero wtedy będzie można ocenić, które zapowiedzi przełożą się na realne zmiany dla pacjentów.
Czytaj także: Polityka lekowa 2027–2032: szybsza refundacja to tylko część planowanych zmian
CAR-T w szpiczaku plazmocytowym bez refundacji. Pacjenci i hematolodzy apelują o dostęp do terapii
Chorzy na indolentną mastocytozę wciąż czekają na refundację terapii celowanej






























































