Dziecko może dostać wstrząsu anafilaktycznego podczas lekcji, na przerwie, w stołówce albo na boisku. Może to być uczeń z rozpoznaną alergią, ale też ktoś, kto nigdy wcześniej nie miał takiej diagnozy. W szkole może zasłabnąć również nauczyciel, pracownik administracji albo rodzic, który przyszedł odebrać dziecko. Na ten właśnie aspekt zwracała uwagę prof. Teresa Jackowska, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, podczas debaty „Priorytety zdrowotne w środowisku szkolnym. Rozwiązania systemowe w sytuacjach nagłych zagrożeń zdrowotnych”.
Wypowiedź prof. Teresy Jackowskiej przesunęła akcent z samego pytania o adrenalinę w autostrzykiwaczu na szerszy problem: czy szkoła jest miejscem przygotowanym do reagowania na nagłe zagrożenia zdrowotne. Nie tylko wtedy, gdy działa pielęgniarka szkolna. Nie tylko wtedy, gdy wcześniej wiadomo, które dziecko choruje przewlekle. I nie tylko wtedy, gdy rodzic przekazał placówce pełną informację o stanie zdrowia ucznia.
Szkoła nie może zakładać, że nagłe zdarzenie poczeka
W debacie wielokrotnie podkreślano, że w przypadku anafilaksji czas jest kluczowy. Prof. Teresa Jackowska ujęła ten problem z perspektywy codziennej organizacji opieki nad dziećmi: nawet jeśli w szkole jest pielęgniarka, nie oznacza to, że będzie obecna dokładnie wtedy, gdy dojdzie do zagrożenia. Dzieci chorują w najmniej przewidywalnych momentach, a wstrząs anafilaktyczny może pojawić się nagle. – „W każdej szkole powinna być pielęgniarka albo szkoła powinna też mieć umowę z placówką, ale jeżeli ma z placówką POZ-u, która jest bardzo blisko, no to jest nie to samo. Również jeżeli nawet jest pielęgniarka, to ona nie musi być w danym momencie co chwilę i obecna” – mówiła prof. Jackowska.
Formalna dostępność opieki nie zawsze oznacza realną gotowość do udzielenia pomocy w chwili zdarzenia. Gabinet pielęgniarki, zestaw przeciwwstrząsowy i procedury mają znaczenie, ale w anafilaksji liczy się możliwość natychmiastowego działania. Jeśli lek jest dostępny tylko tam, gdzie w danym momencie nie ma osoby uprawnionej do jego użycia, system nie odpowiada na sytuację nagłą. Prof. Teresa Jackowska jednoznacznie opowiedziała się za tym, aby adrenalina jako lek ratujący życie była dostępna w szkołach. – „Najczęściej może on wystąpić w najmniej spodziewanym momencie. Dlatego też bezwzględnie Polskie Towarzystwo Pediatryczne będzie popierało, aby ten lek ratujący życie był w każdej szkole” – podkreśliła.
Nie tylko uczniowie. Anafilaksja może dotyczyć każdego, kto jest w szkole
Ważnym elementem wypowiedzi prof. Jackowskiej było przypomnienie, że szkoła nie jest przestrzenią wyłącznie dla dzieci. Przebywają w niej nauczyciele, pracownicy administracji, obsługi, rodzice i inne osoby dorosłe. Ryzyko nagłego wstrząsu anafilaktycznego nie kończy się na uczniach. – „W szkole przecież nie tylko są dzieci, również są osoby dorosłe, czasami przychodzą również rodzice, a to choroba dotyczy każdego od zera do stu lat, można powiedzieć” – mówiła prof. Jackowska.
Adrenalina nie byłaby wyłącznie zabezpieczeniem dla wybranej grupy uczniów z rozpoznaną alergią. Byłaby elementem bezpieczeństwa całej społeczności szkolnej. W tym sensie szkoła przypomina inne miejsca publiczne, w których systemowo umieszcza się sprzęt lub środki ratujące życie, ponieważ nie da się przewidzieć, kto i kiedy będzie ich potrzebował.
Prof. Jackowska odwołała się do przykładu defibrylatorów AED, które coraz częściej pojawiają się w przestrzeni publicznej. W jej ocenie adrenalina w autostrzykiwaczu powinna być traktowana podobnie: jako dostępny środek szybkiej reakcji w sytuacji, w której czekanie może kosztować życie. Wstrząs anafilaktyczny, jak wskazywała, jest stanem nagłym, wymagającym takiego samego myślenia o dostępności pomocy jak nagłe zdarzenia kardiologiczne. Nie chodzi przy tym o tworzenie w szkole placówki medycznej. Chodzi o to, by tam, gdzie codziennie przebywa wiele osób, istniała realna możliwość udzielenia pierwszej pomocy do czasu przyjazdu zespołu ratownictwa medycznego.
Nie demonizować podania leku
Jednym z najżywiej dyskutowanych tematów była obawa przed podaniem adrenaliny przez osobę niemedyczną. W debacie pojawiały się głosy, że nauczyciele potrzebują szkoleń, procedur i jasnych zasad odpowiedzialności. Prof. Jackowska nie negowała potrzeby uporządkowania przepisów, ale przestrzegała przed budowaniem wokół adrenaliny atmosfery nadmiernego lęku. Przywoływała przykłady pacjentów, którzy samodzielnie podają sobie leki w domu. Mówiła o dzieciach i dorosłych z cukrzycą, a także o osobach leczonych lekami biologicznymi. W jej ocenie współczesna medycyna zna wiele sytuacji, w których pacjent lub jego opiekun po krótkim przygotowaniu potrafi bezpiecznie użyć leku podawanego we wstrzyknięciu.
– „Proszę spojrzeć, pacjenci z cukrzycą, dzieci z cukrzycą same sobie podają leki” – mówiła. Wskazywała też na leki biologiczne, które pacjenci podają sobie samodzielnie w domu, bez każdorazowej wizyty w placówce medycznej. W ten sposób prof. Teresa Jackowska nie sprowadzała problemu do prostego hasła, że „każdy może podać każdy lek”. Jej wypowiedź dotyczyła raczej proporcji: nie wolno z technicznego użycia autostrzykiwacza tworzyć bariery tak dużej, że w praktyce opóźni ona pomoc. Zwłaszcza jeśli mówimy o leku, którego zadaniem jest ratowanie życia w sytuacji gwałtownej reakcji organizmu.
– „Nie powinniśmy poprzez swoje różne narracje mówić, że to jest strasznie trudne do podania leku” – podkreślała prof. Jackowska.
W debacie ten głos spotkał się z uzupełnieniem ze strony innych ekspertów, którzy wskazywali, że szkolenie powinno obejmować nie tylko technikę użycia autostrzykiwacza, ale także rozpoznanie objawów anafilaksji i dalsze postępowanie po podaniu leku. Właśnie w takim zestawieniu widać sens rozwiązania systemowego: z jednej strony nie demonizować adrenaliny, z drugiej nie zostawiać nauczyciela bez przygotowania i procedury.
Szkoła potrzebuje nie tylko adrenaliny, ale szerszego myślenia o chorobach przewlekłych
Wypowiedź prof. Jackowskiej nie ograniczała się do anafilaksji. Prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego wpisała temat adrenaliny w szkołach w szerszą rozmowę o opiece nad dziećmi z chorobami przewlekłymi. Wskazywała, że w placówkach oświatowych są uczniowie z cukrzycą, padaczką i innymi schorzeniami, które mogą wymagać nagłej reakcji.
W jej ocenie szkoła powinna mieć wiedzę o dzieciach przewlekle chorych, choć jednocześnie temat ten wymaga uporządkowania z uwagi na ochronę danych i organizację opieki. Pielęgniarka szkolna, jeśli jest obecna, powinna wiedzieć, którzy uczniowie chorują przewlekle i jakie sytuacje mogą wymagać natychmiastowego działania. W przypadku padaczki, cukrzycy czy alergii scenariusze postępowania są różne, ale łączy je jedno: szkoła musi wiedzieć, jak reagować.
Prof. Jackowska mówiła także o potrzebie obecności w szkole leków koniecznych w nagłych sytuacjach. Wspominała nie tylko o adrenalinie, ale również o lekach przeciwgorączkowych. W jej wypowiedzi wybrzmiewała myśl, że szkolny system bezpieczeństwa zdrowotnego nie może być fragmentaryczny. Adrenalina jest szczególnie pilna, bo dotyczy stanu zagrożenia życia, ale problem jest większy: dzieci chorują w szkole, a szkoła musi mieć jasne zasady postępowania.
– „Pierwszy, leki, które są konieczne do ratowania życia, a leki przeciwgorączkowe też takimi są, między innymi adrenalina powinny być w danej szkole” – mówiła prof. Jackowska. Wypowiedź łączyła się z wcześniejszymi głosami uczestników debaty, którzy wskazywali, że sam zakup leku nie wystarczy. Potrzebne są procedury: kto odpowiada za przechowywanie, kto kontroluje termin ważności, kto uzupełnia lek po wykorzystaniu i jak szkoła dokumentuje zdarzenie.
Pielęgniarka szkolna, POZ i odpowiedzialność placówki
Prof. Jackowska zwróciła uwagę, że obecność pielęgniarki szkolnej ma fundamentalne znaczenie, ale nie rozwiązuje wszystkich problemów. Jeżeli pielęgniarki nie ma na miejscu, sama informacja o współpracy z placówką POZ nie jest równoznaczna z natychmiastową pomocą. W sytuacji nagłej szkoła potrzebuje działać od razu.
Ekspertka wskazywała również, że jeśli leki znajdują się w gabinecie pielęgniarki, należy przemyśleć dostęp do nich w czasie pracy szkoły. Pojawił się wątek klucza do gabinetu oraz tego, kto powinien odpowiadać za nadzór nad lekami, aby nie doszło do użycia preparatu przeterminowanego. To nie są szczegóły techniczne, lecz elementy realnego bezpieczeństwa. Nawet najlepsze rozwiązanie na papierze nie zadziała, jeśli w praktyce lek będzie niedostępny, zamknięty lub niewłaściwie nadzorowany.
– „Jeżeli nawet te leki będą w gabinecie pielęgniarki, to ten klucz powinien być ogólnie dostępny przez cały okres działania szkoły” – mówiła prof. Jackowska. Dodawała, że szkoła powinna mieć kontakt z POZ, który będzie monitorował, aby nie podawać leku przeterminowanego.
W tej części wypowiedzi szczególnie mocno wybrzmiewała potrzeba regulacji. Nie chodzi o improwizację ani o przerzucenie odpowiedzialności na pojedynczego nauczyciela czy dyrektora. Chodzi o system, w którym każda szkoła wie, gdzie lek się znajduje, kto za niego odpowiada i jak należy działać w sytuacji zagrożenia.
„To jest ratowanie życia”
Wypowiedź prof. Jackowskiej miała również wymiar alarmujący. Odnosząc się do stanu opieki nad dziećmi, przywołała raport Najwyższej Izby Kontroli dotyczący bilansów zdrowia. Jak mówiła, obraz opieki nad dziećmi jest niepokojący, a Polskie Towarzystwo Pediatryczne jest gotowe do działań w tym zakresie.
– „Opieka nad dziećmi w Polsce tak zła dawno nie była” – mówiła, odnosząc się do wniosków z raportu dotyczącego bilansów zdrowia. Zaznaczała, że zarząd Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego dyskutował już ten problem, a temat szkolnego bezpieczeństwa zdrowotnego wymaga pilnej uwagi.
W kontekście adrenaliny prof. Jackowska przypomniała, że mówimy o sytuacji ratowania życia. Przywołała znany medialnie przypadek śmierci po użądleniu przez osę, podkreślając, jak szybko może rozwinąć się ciężka reakcja anafilaktyczna i jak niewiele czasu pozostaje na skuteczną pomoc. Ten przykład nie był w debacie użyty jako sensacyjna anegdota, lecz jako przypomnienie, że wstrząs anafilaktyczny może mieć gwałtowny przebieg nawet wtedy, gdy szpital znajduje się stosunkowo blisko.
Dla prof. Jackowskiej wniosek był jednoznaczny: jeśli mówimy o leku ratującym życie, nie można odkładać decyzji na później ani zatrzymywać się na obawach organizacyjnych. Trzeba stworzyć takie przepisy i procedury, które pozwolą działać szybko.
Edukacja zamiast strachu
W debacie powracał temat lęku nauczycieli przed podawaniem leków. Prof. Jackowska zwracała uwagę, że obawy istniały od dawna, nawet w odniesieniu do leków prostszych i powszechniej stosowanych. Jej zdaniem nie można jednak budować systemu wyłącznie wokół strachu przed odpowiedzialnością.
– „Obawy są wtedy, kiedy nauczyciel nie pomoże dziecku, a ma wstrząs anafilaktyczny. I o to się mają bać nauczyciele” – mówiła.
To mocne zdanie dobrze pokazuje kierunek jej myślenia. Strach przed działaniem nie może być większy niż świadomość skutków zaniechania. Jednocześnie oznacza to konieczność wsparcia nauczycieli, a nie pozostawienia ich samych z decyzją. Potrzebne są krótkie, zrozumiałe instrukcje, filmy edukacyjne, szkolenia, procedury i jasna podstawa prawna.
Prof. Jackowska wskazywała, że nauczyciele są osobami wykształconymi i funkcjonującymi w rzeczywistości, w której wielu pacjentów samodzielnie używa leków wymagających podania w formie wstrzyknięcia. Jej wypowiedź nie była krytyką nauczycieli, lecz krytyką systemu, który przez niejasność przepisów i brak procedur może wzmacniać obawy zamiast dawać narzędzia do działania.
Adrenalina w szkole jako część nowego standardu bezpieczeństwa
Z wypowiedzi prof. Teresy Jackowskiej wynika, że adrenalina w szkole powinna być traktowana nie jako wyjątkowe rozwiązanie dla wybranych placówek, ale jako element standardu bezpieczeństwa zdrowotnego. Szkoła jest miejscem, w którym dzieci spędzają znaczną część dnia, a nagłe zdarzenia zdrowotne nie zawsze dają czas na oczekiwanie na pielęgniarkę czy karetkę.
Wprowadzenie adrenaliny do szkół wymaga oczywiście uporządkowania prawnego i organizacyjnego. Trzeba określić, kto kupuje lek, gdzie jest przechowywany, kto kontroluje jego ważność, kto może go podać i jak wygląda procedura po zdarzeniu. Ale dla prof. Jackowskiej punktem wyjścia pozostaje medyczny fakt: w anafilaksji szybkie podanie adrenaliny może zdecydować o życiu.
Debata pokazała, że wokół tego postulatu zaczyna tworzyć się szersza zgoda ekspertów. Ministerstwo Zdrowia analizuje możliwe zmiany, prawnicy wskazują ścieżki regulacyjne, przedstawiciele szkół mówią o praktycznych barierach, a organizacje rodzicielskie i eksperci medyczni podkreślają potrzebę edukacji. Głos prof. Jackowskiej wnosi do tej rozmowy perspektywę pediatryczną i systemową: szkoła nie może być miejscem, w którym pomoc zależy od przypadku.
Jeśli adrenalina jest lekiem ratującym życie, a wstrząs anafilaktyczny może wystąpić nagle u dziecka lub dorosłego, to pytanie nie brzmi już, czy szkoła powinna być przygotowana. Pytanie brzmi, jak szybko system potrafi stworzyć warunki, by była przygotowana naprawdę.
Prof. Teresa Jackowska jest kierownikiem Kliniki Pediatrii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego oraz prezesem Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego. Podczas debaty „Priorytety zdrowotne w środowisku szkolnym” zabierała głos jako ekspertka pediatrii i przedstawicielka środowiska, które opowiada się za wzmocnieniem bezpieczeństwa zdrowotnego dzieci w placówkach oświatowych.
Zobacz: Adrenalina w szkołach. Eksperci wskazują na potrzebę rozwiązań systemowych




























































