Sprawa zarobków 28-letniego lekarza i warszawskiego radnego Dawida Kacprzyka przyspieszyła prace nad zmianami w przepisach dotyczących monitorowania wynagrodzeń w ochronie zdrowia. Projekt nowelizacji ma umożliwić zbieranie danych o umowach według numeru PESEL i numeru prawa wykonywania zawodu. Informacje te mają być widoczne dla Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji i służyć analizom kosztów pracy w systemie ochrony zdrowia.
Temat wzbudził duże emocje po medialnych doniesieniach, że młody lekarz w ciągu roku osiągnął przychód z działalności leczniczej znacząco przekraczający 1,5 mln zł. W debacie publicznej pojawiły się pytania o skalę pracy możliwą do wykonania w wielu miejscach jednocześnie, zasady wynagradzania w publicznej ochronie zdrowia oraz dostęp państwa do danych pozwalających ocenić realne koszty pracy personelu medycznego.
Sprawa jednostkowa czy sygnał szerszego problemu?
Według przekazanego materiału Dawid Kacprzyk, lekarz w trakcie specjalizacji i jednocześnie warszawski radny, miał pracować w szpitalnym oddziale ratunkowym około 330 godzin miesięcznie. Równocześnie deklarował pracę w innych podmiotach leczniczych oraz aktywność społeczno-polityczną w radzie dzielnicy. To właśnie zestawienie skali deklarowanej pracy, etapu kariery zawodowej i wysokości przychodów stało się punktem wyjścia do szerszej dyskusji.
Przedstawiciele środowiska lekarskiego, w tym samorządu lekarskiego, widzą w tej sprawie przede wszystkim jednostkowy przypadek, który wymaga pilnego wyjaśnienia, także przez prokuraturę. Politycy akcentują natomiast systemowy wymiar problemu. Premier Donald Tusk, odnosząc się do sprawy przed posiedzeniem rządu, mówił: „To ilustracja szerszego problemu z jakim mamy do czynienia”. Szef rządu podkreślał również potrzebę uporządkowania wiedzy o tym, jak wyglądają wynagrodzenia w systemie. „Musimy wspólnie z samorządem lekarzy i wszystkimi zainteresowanymi, ale naprawdę musimy, zadbać o to i to jest w interesie też samych lekarzy proszę państwa. Żeby nie było tej narastającej fali podejrzliwości i niepewności jak wyglądają zarobki, za co są wypłacane, czy są uzasadnione” – mówił Donald Tusk.
Obecnie Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji zbiera dane o wynagrodzeniach personelu medycznego, ale widzi pojedyncze umowy, nie zaś całościowy obraz przychodów danej osoby z różnych miejsc pracy. Tymczasem w ochronie zdrowia powszechne jest łączenie zatrudnienia w kilku podmiotach. Część lekarzy pracuje wyłącznie na kontraktach, inni w podstawowym miejscu pracy mają etat, a dodatkowo zawierają kontrakty lub umowy zlecenia w kolejnych placówkach. W takim modelu pełny obraz łącznych przychodów zna obecnie urząd skarbowy, natomiast instytucje odpowiedzialne za analizy kosztów pracy w ochronie zdrowia nie mają do niego bezpośredniego dostępu w takim zakresie, który pozwalałby łatwo sumować wynagrodzenia z różnych źródeł. To właśnie ta luka ma być jednym z powodów przygotowywanej nowelizacji. Zbieranie umów według numeru PESEL oraz numeru prawa wykonywania zawodu miałoby umożliwić AOTMiT analizowanie danych nie tylko z perspektywy pojedynczego kontraktu, lecz także łącznego zaangażowania zawodowego konkretnego medyka w systemie.
Umowy powyżej 100 tys. zł ma obecnie jedynie około 1,5 proc. lekarzy. Eksperci wskazują jednak, że po zsumowaniu umów z kilku miejsc pracy faktyczny odsetek lekarzy osiągających takie łączne przychody może być kilka, a nawet dziesięć razy wyższy. Nie oznacza to automatycznie nieprawidłowości, ale pokazuje ograniczenia obecnego systemu zbierania danych. Jeżeli instytucje publiczne widzą wyłącznie pojedyncze umowy, trudno jest ocenić, jak wygląda rzeczywista struktura wynagrodzeń, ile kosztuje praca specjalistów w różnych częściach systemu oraz gdzie pojawiają się szczególnie wysokie stawki lub bardzo duża liczba przepracowanych godzin. Dane zbierane na poziomie osoby, a nie tylko pojedynczej umowy, mogłyby stać się istotnym elementem dyskusji o ewentualnym wprowadzeniu ograniczeń dotyczących maksymalnych zarobków osiąganych w publicznej ochronie zdrowia. W przekazanym materiale podkreślono, że właśnie pozyskanie takich informacji byłoby ważne dla dalszej debaty o racjonalizacji wydatków.
Premier Donald Tusk zapowiedział przyjęcie projektu ustawy, który ma umożliwić agencji rządowej orientację, kto, w jakich miejscach i ile zarabia. Jak mówił, celem jest „zracjonalizować” sytuację i zapobiegać przypadkom, które określił jako skandaliczne. W praktyce oznaczałoby to rozszerzenie możliwości analitycznych AOTMiT. Agencja, która już dziś gromadzi dane o wynagrodzeniach personelu medycznego, mogłaby otrzymać narzędzia pozwalające łączyć informacje o umowach przypisanych do konkretnej osoby. Numer PESEL oraz numer PWZ miałyby pełnić funkcję identyfikatorów umożliwiających bardziej precyzyjne analizy kosztów pracy.
Z punktu widzenia systemu ochrony zdrowia takie dane mogłyby mieć znaczenie przy taryfikacji świadczeń, ocenie kosztów funkcjonowania placówek i planowaniu publicznych wydatków. Jednocześnie temat dotyka wrażliwego obszaru wynagrodzeń, jawności danych, relacji między państwem a środowiskiem medycznym oraz granic kontroli nad pracą wykonywaną w różnych podmiotach leczniczych.
Zobacz: „Lex szarlatan” trafi do podkomisji. Posłowie chcą dokładniej przeanalizować projekt WIDEO
Transparentność jako punkt sporu
Dyskusja wokół zarobków lekarzy nie dotyczy wyłącznie jednego nazwiska. Sprawa Dawida Kacprzyka stała się impulsem do rozmowy o tym, jak państwo powinno monitorować wynagrodzenia finansowane ze środków publicznych oraz jak odróżniać sytuacje wymagające wyjaśnienia od normalnej praktyki pracy w kilku miejscach. Z jednej strony politycy wskazują na potrzebę przejrzystości i racjonalizacji kosztów. Z drugiej strony środowisko lekarskie zwraca uwagę, że jednostkowy przypadek nie powinien być podstawą do formułowania uogólnień wobec całej grupy zawodowej. W tle pozostaje także pytanie o organizację pracy w ochronie zdrowia, niedobory kadrowe i model wynagradzania, który często skłania medyków do łączenia różnych form zatrudnienia.
Nowelizacja przepisów, jeśli zostanie przyjęta, nie rozstrzygnie sama w sobie sporu o wysokość wynagrodzeń lekarzy. Może jednak dostarczyć instytucjom publicznym danych, których dziś brakuje do pełniejszej oceny sytuacji. Właśnie dostęp do informacji o łącznych przychodach z wielu umów ma być podstawą bardziej precyzyjnych analiz kosztów pracy w publicznej ochronie zdrowia.





























































