Narodowy Fundusz Zdrowia planuje wprowadzenie zmian w sposobie finansowania kluczowych badań diagnostycznych, obejmujących między innymi tomografię komputerową, rezonans magnetyczny, gastroskopię oraz kolonoskopię. Propozycja ta spotkała się z wyraźnym sprzeciwem środowisk pacjenckich i organizacji działających w obszarze onkologii, które wskazują na potencjalne konsekwencje dla dostępności diagnostyki, a tym samym dla wczesnego wykrywania chorób nowotworowych.
Mechanizm finansowy i jego potencjalne skutki
Zgodnie z przedstawioną koncepcją, placówki medyczne wykonujące świadczenia ponad zakontraktowany limit miałyby otrzymywać jedynie 40 proc. należnego wynagrodzenia, i to dopiero po zakończeniu roku rozliczeniowego. W aktualnym modelu nadwykonania są co prawda rozliczane z opóźnieniem, jednak w pełnej wysokości. Proponowana zmiana oznacza więc istotne ograniczenie finansowej opłacalności wykonywania dodatkowych badań.
Organizacje pacjenckie podkreślają, że choć formalnie świadczenia te mają pozostać nielimitowane, to mechanizm ekonomiczny może skutecznie zniechęcić placówki do zwiększania liczby badań. W apelu skierowanym do ministry zdrowia wskazano jednoznacznie: „Choć formalnie badania te mają pozostać nielimitowane, w praktyce proponowany mechanizm może doprowadzić do znaczącego ograniczenia ich dostępności. Jeżeli placówki medyczne będą otrzymywać jedynie część należnego wynagrodzenia za badania wykonane ponad kontrakt, wiele z nich może być zmuszonych do ograniczenia liczby wykonywanych świadczeń. W efekcie pacjenci ponownie staną przed perspektywą wielomiesięcznego oczekiwania na kluczowe badania diagnostyczne”.
Ryzyko powrotu do wielomiesięcznych kolejek
Analiza danych historycznych wskazuje, że ograniczenia finansowe w diagnostyce mają bezpośredni wpływ na wydłużenie czasu oczekiwania na badania. Przed wprowadzeniem zmian liberalizujących dostęp do świadczeń diagnostycznych pacjenci w Polsce musieli liczyć się z wielomiesięcznymi kolejkami. Średni czas oczekiwania na rezonans magnetyczny sięgał około 200 dni, natomiast na tomografię komputerową przekraczał 70 dni.
Obecnie sytuacja uległa częściowej poprawie, jednak nadal nie można mówić o pełnej dostępności świadczeń. Średni czas oczekiwania wynosi około 2–3 miesięcy dla rezonansu magnetycznego oraz 1–2 miesięcy dla tomografii komputerowej, przy czym nie obejmuje on czasu potrzebnego na opis badania. Eksperci ostrzegają, że wprowadzenie nowych zasad finansowania może doprowadzić do ponownego wydłużenia kolejek.
W tym kontekście szczególnie istotna jest wypowiedź Doroty Korycińskiej z Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej: „Doświadczenia z poprzednich lat jednoznacznie pokazują, że ograniczenia finansowe w diagnostyce prowadzą do dramatycznego wydłużenia czasu oczekiwania. Dopiero odejście od sztywnych limitów pozwoliło na poprawę dostępności świadczeń. W naszej ocenie proponowane zmiany niosą realne ryzyko powrotu do tych negatywnych zjawisk. Nie ma naszej zgody na oszczędności systemowe kosztem pacjentów”.
Diagnostyka przed uruchomieniem szybkiej ścieżki onkologicznej
Istotnym elementem dyskusji jest także zakres stosowania karty DILO, czyli instrumentu umożliwiającego szybką ścieżkę diagnostyczno-terapeutyczną w onkologii. Narodowy Fundusz Zdrowia zapewnia, że proponowane zmiany nie obejmą świadczeń realizowanych w jej ramach. Organizacje pacjenckie zwracają jednak uwagę, że większość procesów diagnostycznych rozpoczyna się jeszcze przed jej wystawieniem.
W praktyce pacjenci najczęściej trafiają najpierw do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej lub specjalisty, który kieruje ich na badania obrazowe lub endoskopowe. Dopiero wyniki tych badań mogą stanowić podstawę do podejrzenia choroby nowotworowej i uruchomienia procedury DILO. Jak wskazuje Joanna Frątczak-Kazana: „W praktyce karta DILO pojawia się dopiero na pewnym etapie diagnostyki, często po wykonaniu badań obrazowych. Zdarzają się sytuacje, w których jest wystawiana dopiero po uzyskaniu wyniku histopatologicznego, a nawet tuż przed konsylium lekarskim”.
Oznacza to, że znaczna część diagnostyki odbywa się poza systemem szybkiej ścieżki onkologicznej, a więc pozostaje bezpośrednio narażona na skutki proponowanych zmian finansowych.
Ekonomizacja systemu a nierówności w dostępie do świadczeń
Narodowy Fundusz Zdrowia uzasadnia proponowane zmiany koniecznością racjonalizacji wydatków w obliczu rosnących kosztów systemu ochrony zdrowia. W ostatnich latach odnotowano istotny wzrost nakładów finansowych, obejmujących zarówno wynagrodzenia personelu medycznego, jak i inwestycje infrastrukturalne.
Jednak zdaniem organizacji pacjenckich proponowane rozwiązania mogą prowadzić do pogłębienia nierówności w dostępie do świadczeń. Pacjenci dysponujący odpowiednimi środkami finansowymi będą mogli korzystać z diagnostyki prywatnej, omijając kolejki. Osoby w trudniejszej sytuacji ekonomicznej pozostaną natomiast uzależnione od systemu publicznego.
Jak podkreśla Joanna Frątczak-Kazana: „Wydaje się miliardy na inwestycje i sprzęt, rosną wynagrodzenia w systemie ochrony zdrowia, a oszczędności szuka się w najbardziej bezbronnym ogniwie – wśród pacjentów czekających na diagnozę. Ci, których stać na prywatne badania, często omijają kolejki. Natomiast osoby o niższych dochodach, seniorzy czy pacjenci o ograniczonej mobilności nie mają takiej możliwości. To właśnie oni najbardziej odczują zmiany”.
Proponowane zmiany w finansowaniu diagnostyki medycznej mogą mieć istotny wpływ na funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia w Polsce, szczególnie w obszarze onkologii. Ograniczenie opłacalności nadwykonań stwarza ryzyko zmniejszenia liczby wykonywanych badań, co może przełożyć się na wydłużenie kolejek i opóźnienia w rozpoznawaniu chorób.
Miesiące do diagnozy. Nowe dane pokazują skalę zatorów w diagnostyce onkologicznej w Polsce




























































