Brak refundacji leczenia otyłości nie oznacza, że państwo nie ponosi związanych z nią kosztów. Pacjenci trafiają do diabetologów, kardiologów i ortopedów, są hospitalizowani, korzystają ze zwolnień lekarskich i rent. Podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu eksperci przekonywali, że zamiast płacić głównie za następstwa choroby, system powinien inwestować w jej wcześniejsze leczenie. Wśród najpilniejszych rozwiązań wskazali włączenie KOS-BAR do koszyka świadczeń gwarantowanych, refundację farmakoterapii dla wybranych grup oraz stworzenie spójnej ścieżki opieki nad dziećmi i dorosłymi.
Debata „Otyłość – koszt czy inwestycja w zdrowie?” odbyła się 8 września 2026 roku podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Wzięli w niej udział: prof. Agnieszka Mastalerz-Migas z Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej, Ewa Godlewska z Fundacji na rzecz Leczenia Otyłości, prof. Mateusz Jankowski z Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, prof. Lucyna Ostrowska z Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości, Marta Pawłowska z Partnerstwa na rzecz Profilaktyki i Leczenia Otyłości, senator Agnieszka Gorgoń-Komor oraz prof. Alina Kuryłowicz z Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. Rozmowę prowadził dr Jakub Gierczyński.
Już na początku dyskusji powróciło pytanie, które od kilku lat pojawia się przy okazji rozmów o otyłości: czy nadal można pozwolić sobie na kolejne pilotaże i analizy, skoro istnieją rozwiązania, których skuteczność została już sprawdzona? Punktem odniesienia był KOS-BAR – pilotaż kompleksowej opieki nad pacjentami leczonymi chirurgicznie z powodu otyłości olbrzymiej. Program się zakończył, choć stworzone w jego ramach zespoły zdobyły doświadczenie, a wyniki leczenia oceniano jako bardzo dobre. Zdaniem uczestników panelu nie powinno się teraz dopuścić do rozproszenia tego zaplecza.
Nie chodzi o niższą liczbę na wadze
Rozmowa o finansowaniu szybko przeniosła się na grunt medyczny. Eksperci podkreślali, że otyłości nie można sprowadzać do nadmiernej masy ciała ani traktować jako problemu, który pacjent powinien rozwiązać samodzielnie za pomocą diety i ćwiczeń. Jest przewlekłą chorobą o złożonych mechanizmach biologicznych, a jej leczenie musi być dopasowane do stanu zdrowia, występujących powikłań i możliwości konkretnej osoby.
Prof. Lucyna Ostrowska zwróciła uwagę, że samo zmniejszenie masy ciała nie przesądza jeszcze o powodzeniu terapii. Pacjent może ważyć mniej, ale jednocześnie tracić mięśnie, wodę i masę kostną, zamiast przede wszystkim nadmiaru tkanki tłuszczowej. Taki efekt może pogorszyć jego sytuację metaboliczną, mimo że wskazanie wagi spada. – Odchudzanie to nie jest leczenie choroby otyłościowej – zaznaczyła prof. Ostrowska.
Celem terapii powinno być ograniczenie ryzyka kolejnych chorób, poprawa kontroli już istniejących powikłań, a jeśli jest to możliwe – doprowadzenie do ich remisji. Redukcja masy ciała jest jednym z elementów tego procesu, ale powinna odbywać się w sposób kontrolowany, z zachowaniem mięśni i zmniejszaniem przede wszystkim ilości tkanki tłuszczowej niebezpiecznej metabolicznie. Leczenie nie opiera się na jednej metodzie. Może obejmować opiekę dietetyczną lub psychodietetyczną, wsparcie psychologiczne, fizjoterapię i aktywność dostosowaną do wydolności pacjenta. U części chorych potrzebna jest farmakoterapia, a u innych operacja bariatryczna. Zdarza się również, że obie metody trzeba ze sobą połączyć.
Prof. Ostrowska mówiła o pacjentach z BMI przekraczającym 35, 40, a niekiedy 50 kg/m², którzy mają trudności z przejściem dłuższego korytarza z powodu duszności wysiłkowej. Wymaganie od nich, aby terapię rozpoczęli od intensywnego ruchu, nie uwzględnia rzeczywistego zaawansowania choroby. Odpowiednio dobrane leczenie farmakologiczne może zmniejszyć odczuwanie głodu, ułatwić zmianę sposobu żywienia i stopniowo stworzyć warunki do podjęcia aktywności.
KOS-BAR był czymś więcej niż finansowaniem operacji
Pilotaż KOS-BAR połączył przygotowanie do zabiegu, operację bariatryczną oraz wielospecjalistyczną opiekę po jej wykonaniu. Pacjent nie trafiał wyłącznie na oddział chirurgiczny, lecz był prowadzony przez zespół, w którym znajdowali się między innymi lekarze, dietetycy, psycholodzy i fizjoterapeuci. Trzeba pamiętać, że operacja nie kończy leczenia przewlekłej choroby otyłościowej.
Prof. Lucyna Ostrowska mówiła, że u pacjentów uczestniczących w programie obserwowano nie tylko spadek masy ciała, lecz także poprawę stanu metabolicznego. W ciągu pół roku od operacji remisję cukrzycy typu 2 stwierdzano u prawie 69 proc. chorych, a po roku odsetek ten przekraczał 80 proc. U ponad 70 proc. pacjentów w ciągu roku miały ustąpić zaburzenia lipidowe. Leczenie bariatryczne nie powinno być opisywane jedynie jako mechaniczne zmniejszenie żołądka. Operacja zmienia funkcjonowanie przewodu pokarmowego oraz wydzielanie hormonów uczestniczących w regulacji głodu i sytości. Nadal jednak wymaga od pacjenta zmiany sposobu żywienia, suplementacji i systematycznego monitorowania stanu zdrowia.
Ewa Godlewska zwróciła uwagę, że chorzy operowani poza kompleksowym modelem nie zawsze otrzymują odpowiednie przygotowanie i dalsze wsparcie. Po wyjściu ze szpitala mogą nie wiedzieć, co i w jakich ilościach jeść, jakie preparaty suplementować ani jak radzić sobie z psychicznymi konsekwencjami zabiegu. Pojawiają się niedobory, wypadanie włosów, ponowny przyrost masy ciała i trudności z zaakceptowaniem nowego sposobu funkcjonowania. – To była moc tego KOS-BAR-u, że ten pacjent był tam prowadzony od początku do końca, był przygotowywany, operowany i miał dwunastomiesięczną opiekę po operacji – powiedziała prezes Fundacji na rzecz Leczenia Otyłości.
Prof. Agnieszka Mastalerz-Migas przypomniała, że jeszcze w trakcie pilotażu eksperci apelowali, aby po jego zakończeniu nie dopuścić do przerwania opieki i rozpadu zespołów. Tak się jednak nie stało i dzisiaj trzeba wracać do rozwiązania, które już wcześniej zostało organizacyjnie przygotowane. Rozwój farmakoterapii może sprawić, że część chorych uniknie operacji, ale pozostaje grupa pacjentów, dla których zabieg jest jedyną realną szansą na ograniczenie ryzyka przedwczesnej śmierci. Dlatego jednym z głównych postulatów debaty było włączenie modelu wypracowanego w KOS-BAR do koszyka świadczeń gwarantowanych. Zdaniem uczestników panelu świadczenie powinno być finansowane bez limitów, aby dostęp do leczenia nie zależał od tego, czy ośrodek wyczerpał już kontrakt.
Refundacja od najpilniejszych przypadków
Eksperci przyznawali, że skala choroby otyłościowej uniemożliwia natychmiastowe sfinansowanie farmakoterapii wszystkim pacjentom, którzy mogliby odnieść z niej korzyść. Nie powinno to jednak oznaczać rezygnacji z refundacji. Rozwiązaniem może być jej stopniowe wprowadzanie, rozpoczynając od osób znajdujących się w najtrudniejszej sytuacji zdrowotnej i ekonomicznej.
Pierwszą omawianą grupą byli młodzi dorośli w wieku od 18 do 26 lat z BMI wynoszącym co najmniej 35 kg/m², u których wystąpiły już powikłania otyłości. W dyskusji wymieniano między innymi stan przedcukrzycowy, obturacyjny bezdech senny oraz choroby układu sercowo-naczyniowego. Zdaniem prof. Aliny Kuryłowicz kryteria warto byłoby rozszerzyć również o cukrzycę typu 2, nadciśnienie tętnicze, zaburzenia lipidowe oraz metaboliczną stłuszczeniową chorobę wątroby. Osoby młode to osoby, które często dopiero rozpoczynają samodzielne życie, nie mają jeszcze stabilnej sytuacji zawodowej i nie mogą pokrywać wysokich kosztów długotrwałej terapii. Jednocześnie już w tym wieku mierzą się z chorobami metabolicznymi, problemami z płodnością, mniejszą sprawnością i częstszą nieobecnością w pracy. Bez skutecznego leczenia będą wchodzić w kolejne dekady życia z narastającym obciążeniem zdrowotnym.
Prof. Alina Kuryłowicz zwróciła uwagę, że do operacji bariatrycznych kwalifikowani są obecnie pacjenci urodzeni po 2000 roku, a więc osoby mające około 25 lat. Odpowiednio wcześnie zastosowana farmakoterapia może u części z nich doprowadzić do remisji otyłości i związanych z nią powikłań, a w niektórych przypadkach pozwolić uniknąć zabiegu.
Druga grupa to pacjenci z BMI powyżej 40 kg/m², których nie można bezpiecznie operować. Przeciwwskazaniem może być wysokie ryzyko anestezjologiczne, ciężka niewydolność serca w klasie NYHA III lub IV, niegojące się rany i odleżyny. Przy BMI sięgającym 50, 60 lub więcej kg/m² pojawiają się również bariery techniczne. Nie wszystkie placówki dysponują stołami operacyjnymi i aparaturą diagnostyczną dostosowaną do pacjentów o tak dużej masie ciała. Osoby te pozostają poza dwiema podstawowymi drogami terapii: nie mogą zostać zoperowane, a jednocześnie nie mają dostępu do refundowanych leków. Często przestają pracować, pozostają w domach, korzystają z rent albo są utrzymywane przez rodziny. Trudno oczekiwać, że w takiej sytuacji samodzielnie sfinansują wielomiesięczne lub wieloletnie leczenie.
Ewa Godlewska porównała ich położenie z sytuacją chorych onkologicznych. Jeśli nowotwór nie może zostać od razu usunięty, pacjent może otrzymać chemioterapię lub immunoterapię, a po uzyskaniu odpowiedzi na leczenie ponownie być rozważany jako kandydat do operacji. W otyłości chory, którego nie można poddać zabiegowi, nie otrzymuje analogicznego, finansowanego ze środków publicznych dostępu do farmakoterapii. – Jeżeli my nie pomożemy tym pacjentom, to on nie zostanie zaoperowany i my go skazujemy na powolną śmierć – mówiła prezes Fundacji na rzecz Leczenia Otyłości.
Do organizacji trafiają dramatyczne prośby o pomoc w zebraniu pieniędzy na leki. Fundacja nie organizuje takich zbiórek, ponieważ zajmuje się edukacją, wsparciem chorych i działaniami systemowymi. Zgłoszenia pokazują jednak, jak poważna jest luka w opiece nad pacjentami, którzy ze względów medycznych nie mogą zostać zoperowani, a z powodów ekonomicznych nie mogą rozpocząć farmakoterapii.
Czytaj także: Otyłość trzeba leczyć, a nie tylko zmniejszać masę ciała
Czy kompleksowa opieka bariatryczna wróci na stałe do systemu?
Dziecko nie ma portfela, a dostęp do leczenia zależy od kodu pocztowego
Oddzielnym wątkiem była sytuacja dzieci i młodzieży. Podczas panelu mówiono o możliwości objęcia programem lekowym pacjentów od 12. do 18. roku życia, zgodnie ze wskazaniami rejestracyjnymi dostępnej terapii. Szacowano, że kryteria mogłoby spełniać od około 5 do 13 tys. młodych osób.
Prof. Mateusz Jankowski przytoczył wyniki analizy obejmującej ponad dwa miliony nastolatków w wieku od 16 do 19 lat. Osoby chorujące na otyłość miały w dorosłym życiu niemal pięciokrotnie wyższe ryzyko rozwoju choroby niedokrwiennej serca i dwukrotnie wyższe ryzyko udaru mózgu niż ich rówieśnicy z prawidłową masą ciała. Odpowiednio wczesne leczenie nie jest więc tylko próbą zmniejszenia masy ciała dziecka. Ma zapobiec powikłaniom, które mogą rozwijać się przez kolejne lata.
Marta Pawłowska zwróciła uwagę na podstawową różnicę między dzieckiem a dorosłym pacjentem: osoba niepełnoletnia nie ma własnego portfela, z którego mogłaby zapłacić za terapię. Jej dostęp do pomocy zależy od możliwości finansowych rodziców, ale także od miejsca zamieszkania. W części kraju najbliższy ośrodek zajmujący się leczeniem otyłości dziecięcej może znajdować się nawet 200 kilometrów od domu. – Nie powinno być tak, że od kodu pocztowego zależy, czy dzieci mają opiekę otyłościową, czy nie – podkreśliła Marta Pawłowska.
Dla rodziny regularne pokonywanie takiej odległości oznacza koszty, nieobecności w pracy i konieczność organizowania wielogodzinnych wyjazdów. Jeśli publiczny system nie oferuje dostępnej pomocy, rodzice mogą trafiać na niesprawdzone metody odchudzania, „diety cud” i nieprzejrzyste oferty komercyjne. Tymczasem nieleczone dziecko z otyłością najczęściej wchodzi w dorosłość z tą samą chorobą, często już powikłaną.
Przy tak dużej skali problemu podstawowa opieka zdrowotna musi uczestniczyć w rozpoznawaniu i prowadzeniu pacjentów. Prof. Agnieszka Mastalerz-Migas przedstawiła dane z programu Moje Zdrowie. Wśród przebadanych dorosłych prawidłową masę ciała miało jedynie 36 proc. osób. Otyłość stwierdzano u około 26 proc. uczestników, pozostali – poza niespełna 2 proc. osób z niedowagą – mieli nadwagę.
Lekarz rodzinny powinien rozpoznać chorobę, ocenić jej powikłania, omówić dostępne możliwości i zdecydować, czy może prowadzić terapię w POZ, czy pacjent wymaga opieki specjalistycznej. Wielu lekarzy rodzinnych ukończyło już szkolenia z leczenia otyłości i prowadzi farmakoterapię. Część pacjentów, ze względu na współistniejące choroby, może korzystać z konsultacji dietetycznych i indywidualnego planu opieki w ramach opieki koordynowanej. Nie każdy chory może jednak pozostać pod opieką lekarza rodzinnego. Osoby wymagające operacji bariatrycznej, programu lekowego albo współpracy wielu specjalistów powinny mieć jasno wyznaczoną dalszą drogę. Dziś pacjent często sam poszukuje ośrodka, a dostęp do pomocy zależy od tego, na jakiego lekarza trafi i jakie możliwości są dostępne w jego regionie.
Senator Agnieszka Gorgoń-Komor poinformowała, że wznowiono prace zespołu zajmującego się przeciwdziałaniem otyłości. Jedna z grup przygotowuje ścieżkę diagnostyczno-terapeutyczną dla dzieci, a w dalszej kolejności podobne rozwiązanie ma powstać dla dorosłych. Trwa przegląd tego, co już funkcjonuje, jakie elementy można uporządkować bez dodatkowych wydatków, co wymaga dopracowania i jakich świadczeń nadal brakuje.
Podczas debaty padł również argument, że Polska ma już znaczną część zaplecza potrzebnego do uruchomienia zmian. W ciągu ostatnich kilku lat certyfikację Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości uzyskało około 3–4 tys. lekarzy, z czego ponad tysiąc tylko w 2026 roku. W kraju działa około 80 certyfikowanych placówek o różnym profilu – od oddziałów szpitalnych i poradni specjalistycznych po placówki POZ i praktyki zapewniające dostęp do zespołu wielospecjalistycznego. Największe doświadczenie mają ośrodki uczestniczące w pilotażu KOS-BAR oraz szpitale wykonujące dużą liczbę operacji bariatrycznych w ramach standardowego finansowania. Podczas panelu oceniano, że od 18 do 28 takich placówek mogłoby stosunkowo szybko przystąpić do realizacji kompleksowego świadczenia albo programu lekowego. Mają już lekarzy, chirurgów, dietetyków, psychologów i fizjoterapeutów. Wskazano również siedem ośrodków prowadzących diagnostykę i leczenie otyłości u dzieci i młodzieży. Nie znaczy to, że program można uruchomić bez przygotowania. Konieczne są kryteria kwalifikacji, konkursy prowadzone przez NFZ, system oceny wyników i stopniowe poszerzanie sieci realizatorów. Nie trzeba jednak zaczynać od tworzenia wszystkich struktur i szkolenia kadr od podstaw. Doświadczenie, specjaliści i zespoły już istnieją – potrzebują stabilnych zasad działania i finansowania.
Opłata cukrowa przyniosła miliardy. Na leczenie trafiła niewielka część
Prof. Mateusz Jankowski przedstawił dane pokazujące, jakie wydatki państwo już ponosi z powodu otyłości i jej następstw. Według przytoczonej analizy danych ZUS za lata 2020–2025 liczba dni absencji chorobowej związanej bezpośrednio z rozpoznaniem E66 zwiększała się średnio o 21 proc. rocznie, natomiast liczba zwolnień lekarskich – o 25 proc. Najbardziej dynamiczny wzrost zaobserwowano w grupie osób w wieku 18–19 lat. Liczba dni absencji rosła w niej średnio o 50 proc. rocznie. Jednocześnie leczenie tylko sześciu podstawowych powikłań choroby otyłościowej kosztuje NFZ około 3,8 mld zł.
W dyskusji pojawiło się również pytanie o źródło finansowania nowych świadczeń. Prof. Jankowski wskazał na opłatę od napojów słodzonych, która przynosi budżetowi około 1,5 mld zł rocznie. Jak mówił, w latach 2021–2023 wpływy z tego tytułu wyniosły łącznie około 4,5 mld zł. Według przywołanych przez niego ustaleń Najwyższej Izby Kontroli bezpośrednio na leczenie otyłości przeznaczono w tym czasie 102 mln zł. Zestawienie tych kwot stało się jednym z najmocniejszych argumentów całej debaty. Państwo ma już źródło dochodów powiązane ze zdrowotnymi skutkami spożywania napojów słodzonych, ale jedynie niewielka część tych środków trafia na bezpośrednie leczenie choroby otyłościowej. Zdaniem uczestników panelu pieniądze z opłaty cukrowej mogłyby pomóc sfinansować zarówno kompleksową opiekę bariatryczną, jak i etapowo wprowadzany program lekowy dla pacjentów najbardziej zagrożonych powikłaniami.
– Leczenie otyłości to jest inwestycja w stabilność gospodarczą, stabilność społeczną i stabilność demograficzną – mówiła Marta Pawłowska.
Ewa Godlewska przedstawiła ten rachunek z perspektywy pacjenta i jego rodziny. Opowiedziała o córce, która przez kilkanaście lat chorowała na otyłość i stopniowo rozwijała kolejne powikłania: nadciśnienie, hipercholesterolemię, stan przedcukrzycowy, zespół policystycznych jajników i ciężką depresję. Kiedy pojawiła się możliwość farmakoterapii, rodzina wspólnie finansowała leki. Dziś córka ma 28 lat, pracuje, rozwija się zawodowo i sama może opłacać dalszą terapię. Dla rodziny leczenie było wydatkiem, ale pozwoliło młodej kobiecie odzyskać zdrowie i samodzielność. – Brak leczenia otyłości jest kosztem, bo wtedy my tego chorego mamy w systemie i go mamy dziś, bo otyłość nam wystawia rachunek tu i teraz – podkreśliła Ewa Godlewska.
Pacjent nie znika z systemu dlatego, że nie refunduje się leczenia jego podstawowej choroby. Trafia do diabetologa, kardiologa i ortopedy, przechodzi kolejne badania, jest hospitalizowany, korzysta ze zwolnień lekarskich, a niekiedy przechodzi na rentę. Państwo nadal płaci, ale często dopiero wtedy, gdy choroba doprowadziła już do poważnych i kosztownych następstw.
Uczestnicy panelu nie przedstawili refundacji jako rozwiązania, które od razu obejmie wszystkich potrzebujących. Mówili o rozpoczęciu od grup, w których można osiągnąć największą korzyść zdrowotną: młodzieży, młodych dorosłych z powikłaniami oraz osób z otyłością olbrzymią, których nie można bezpiecznie operować. Równolegle miałby zostać wprowadzony stały model kompleksowego leczenia bariatrycznego i uporządkowana droga pacjenta przez system. Debata pokazała jednak, że nie brakuje ani wiedzy medycznej, ani wyszkolonych lekarzy, ani ośrodków, które mogłyby rozpocząć leczenie. Istnieje również źródło finansowania, które już przynosi budżetowi miliardowe wpływy. Po jednej stronie tego rachunku znajdują się więc pieniądze z opłaty cukrowej, doświadczenia KOS-BAR, tysiące przeszkolonych lekarzy i istniejące zespoły. Po drugiej – dzieci zależne od portfela rodziców i miejsca zamieszkania, młodzi dorośli z rozwijającymi się powikłaniami oraz chorzy z otyłością olbrzymią, których nie można operować i którzy nie mogą samodzielnie kupować leków.
AOTMiT popiera stały model skoordynowanego leczenia bariatrycznego
Leczenie otyłości może ograniczyć ryzyko wielu poważnych chorób






























































