Prezydent Karol Nawrocki nie podpisał ustawy „Lex Szarlatan”. Nowelizację ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta skierował do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Przepisy, które miały pozwolić szybciej reagować na niebezpieczne praktyki pseudomedyczne, na razie więc nie zaczną obowiązywać. Decyzję poprzedziła bardzo intensywna kampania zarówno zwolenników, jak i przeciwników ustawy.
Ustawa przeszła przez parlament i wszystko wskazywało na to, że o jej dalszym losie przesądzi już tylko podpis prezydenta. 3 lipca 2026 za przyjęciem nowych przepisów zagłosowało w Sejmie 232 posłów, 34 było przeciw, a 162 wstrzymało się od głosu. Później ustawą zajął się Senat. Kiedy dokument znalazł się na biurku Karola Nawrockiego, zaczęły napływać apele o jego podpisanie. Robili to lekarze, naukowcy, eksperci zajmujący się zdrowiem publicznym oraz organizacje pacjentów. W dyskusję o potrzebie skuteczniejszej walki z dezinformacją medyczną i pseudoterapiami angażowali się również eksperci współpracujący z Rzecznikiem Praw Pacjenta czy Ministerstwa Zdrowia.
Argument był w gruncie rzeczy prosty: obecne przepisy pozwalają reagować na część naruszeń, ale nie zostały stworzone z myślą o rynku, który w ostatnich latach mocno się zmienił. Dziś osoba oferująca niesprawdzoną „terapię” nie potrzebuje gabinetu ani dużej firmy. Wystarczy konto w mediach społecznościowych, dobrze przygotowane filmy i grupa odbiorców, do których można codziennie kierować treści o rzekomych sposobach leczenia nowotworów, boreliozy, chorób przewlekłych czy zakażeń.
Przeciwnicy ustawy również nie pozostawali bierni. Do Kancelarii Prezydenta wpływały petycje z żądaniem weta albo skierowania nowych regulacji do Trybunału Konstytucyjnego. I właśnie wokół jednej z takich interwencji zrobiło się szczególnie głośno.
Jerzy Zięba pojawił się w Kancelarii Prezydenta
Pod koniec lipca do Kancelarii Prezydenta przyszła delegacja przeciwników „Lex Szarlatan”. Był w niej Jerzy Zięba, od lat promujący metody określane jako medycyna alternatywna i wielokrotnie krytykowany przez lekarzy oraz naukowców za rozpowszechnianie pseudomedycznych treści.
Delegacja przyniosła petycję przeciwko ustawie, pod którą miało znaleźć się blisko 25,5 tys. podpisów. Zięba przekonywał, że nowe prawo zagrozi możliwości korzystania z metod alternatywnych. W korespondencji kierowanej do prezydenta używał znacznie ostrzejszego języka, ostrzegając nawet, że po podpisaniu ustawy Karol Nawrocki będzie miał „na rękach krew setek tysięcy Polaków”.
Sama wizyta w Pałacu Prezydenckim szybko stała się przedmiotem medialnej dyskusji. Wojciech Kolarski z Kancelarii Prezydenta przyznał później, że nie był zadowolony z tego, że do takiego spotkania doszło, i zapowiedział wyciągnięcie wniosków. Kancelaria zapewniała jednocześnie, że obecność Jerzego Zięby nie będzie miała wpływu na decyzję prezydenta.
Nie wszyscy przeciwnicy ustawy odwoływali się jednak do argumentów związanych z medycyną alternatywną. Pojawiały się również pytania natury prawnej: czy definicja praktyki pseudomedycznej jest wystarczająco precyzyjna, jak szerokie powinny być kompetencje Rzecznika Praw Pacjenta i czy możliwość wydawania decyzji tymczasowych nie daje urzędowi zbyt dużej swobody.
Karol Nawrocki ostatecznie ustawy nie zawetował, ale też jej nie podpisał. Wybrał kontrolę prewencyjną przed Trybunałem Konstytucyjnym.
Co właściwie miało zmienić „Lex Szarlatan”?
W czasie dyskusji wokół ustawy wielokrotnie pojawiał się argument, że jej wejście w życie oznaczałoby zakaz ziołolecznictwa, fitoterapii czy innych metod komplementarnych. Tego jednak w przepisach nie zapisano. Nowelizacja miała być wymierzona przede wszystkim w działalność, która może zagrażać zdrowiu lub życiu pacjentów: oferowanie metod niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną jako sposobu diagnozowania lub leczenia chorób, przypisywanie preparatom i urządzeniom właściwości, których nie potwierdzają dowody, albo przekonywanie chorego, że powinien zrezygnować z leczenia zaleconego przez lekarza.
Dr hab. n. med. Tomasz Dzieciątkowski zwracał uwagę, że wiele zarzutów wobec ustawy bierze się z jej bardzo swobodnego interpretowania. – Jest bardzo potrzebna, przy czym, jak się okazuje, ogromna rzesza osób, która wypowiada się na jej temat, w ogóle jej nie przeczytała, a tym bardziej ze zrozumieniem. Bo wbrew powszechnemu mniemaniu nie zakazuje ona ziołolecznictwa czy fitoterapii – mówił.
Nie chodzi o to, żeby pacjentowi zakazać wypicia ziołowej herbaty czy skorzystania z metod wspomagających. Zupełnie inna sytuacja powstaje wtedy, gdy chory słyszy, że suplement „usuwa raka”, urządzenie bez odpowiednich badań pozwala diagnozować poważne choroby albo że zamiast chemioterapii, immunoterapii czy operacji powinien zastosować dietę, wlewy lub preparaty sprzedawane w internecie.
Dla pacjentów z poważną diagnozą nie jest to abstrakcyjny problem. Choroba, zwłaszcza taka jak nowotwór, często uruchamia poszukiwanie wszystkiego, co mogłoby zwiększyć szanse na wyleczenie. Internet szybko podsuwa odpowiedzi – nie zawsze takie, które mają cokolwiek wspólnego z medycyną opartą na dowodach.
Najważniejsza miała być możliwość szybkiej reakcji
Rzecznik Praw Pacjenta już teraz może podejmować działania w obronie praw chorych. Twórcy ustawy uznali jednak, że w przypadku pseudomedycyny to za mało, szczególnie gdy szkodliwa oferta jest szeroko promowana w internecie. „Lex Szarlatan” miało pozwolić RPP na wydawanie publicznych ostrzeżeń. Pacjenci mogliby dzięki temu dostać oficjalną informację, że wobec określonej działalności prowadzone jest postępowanie i że może ona wiązać się z zagrożeniem.
Jeszcze ważniejszym rozwiązaniem były decyzje tymczasowe. Jeżeli dalsze prowadzenie określonej działalności mogłoby narazić pacjentów na poważną szkodę, Rzecznik miał mieć możliwość nakazania jej zaprzestania przed zakończeniem całego postępowania.
W internecie różnica między reakcją po kilku dniach a reakcją po kilku miesiącach jest ogromna. Reklama obiecująca leczenie raka czy innej ciężkiej choroby może w tym czasie dotrzeć do tysięcy osób. Część z nich kupi produkt, część wyda pieniądze na kolejne konsultacje. Najpoważniejszy problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś z powodu takiej obietnicy opóźnia diagnostykę albo rezygnuje z właściwego leczenia.
Nowelizacja przewidywała też większą rolę RPP w sprawach cywilnych dotyczących praw pacjentów oraz wyższe kary za naruszanie zbiorowych praw pacjenta i brak współpracy z urzędem.
Rzecznik Praw Pacjenta nie kryje rozczarowania
Bartłomiej Chmielowiec od początku należał do najważniejszych zwolenników nowych regulacji. Po decyzji prezydenta opublikował bardzo mocne stanowisko. „Z głębokim smutkiem i niezrozumieniem przyjmuję decyzję Prezydenta RP o odrzuceniu nowelizacji ustawy, która miała wzmocnić ochronę pacjentów przed niebezpiecznymi praktykami pseudomedycznymi” – napisał.
Jeszcze ostrzej ocenił możliwe skutki odsunięcia nowych przepisów w czasie. „Brak nowych przepisów to więcej przestrzeni dla niebezpiecznej i szkodliwej działalności szarlatanów i medycznych oszustów, którzy teraz poczują się jeszcze bardziej bezkarni”.
Urząd Rzecznika nie przestaje oczywiście zajmować się pseudomedycyną. Nadal będzie korzystał ze swoich obecnych kompetencji. Zdaniem Chmielowca właśnie w tym tkwi jednak problem – są to narzędzia, które nie pozwalają reagować tak szybko i szeroko, jak przewidywała ustawa. „Rzecznik Praw Pacjenta będzie nadal walczył o pacjentów zgodnie z obowiązującymi dotychczas, niedoskonałymi przepisami. Bardzo żałuję, że pacjenci muszą niestety poczekać na lepszą i skuteczniejszą ochronę prawną przed groźnymi praktykami. Cenę zapłacą głównie oni” – napisał Bartłomiej Chmielowiec.
To nie jest prezydenckie weto, ale skutek jest bardzo podobny
Skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej nie oznacza jej ostatecznego odrzucenia. Prezydent zwrócił się do TK o zbadanie zgodności przepisów z Konstytucją jeszcze przed ich podpisaniem. Dopóki Trybunał nie wyda orzeczenia, ustawa nie może zostać podpisana i wejść w życie.
Jeżeli TK uzna ją za zgodną z Konstytucją, prezydent będzie zobowiązany ją podpisać. Jeśli zakwestionuje całą ustawę, nie będzie mogła wejść w życie. Możliwe jest również stwierdzenie niekonstytucyjności tylko części przepisów. Wówczas dalszy los regulacji będzie zależał od treści orzeczenia oraz tego, czy zakwestionowane zapisy będzie można oddzielić od pozostałej części ustawy.
Nie wiadomo natomiast, jak długo potrwa postępowanie.
A problem, dla którego powstało „Lex Szarlatan”, w tym czasie pozostaje.
Treści pseudomedyczne nie pojawiają się dziś wyłącznie na niszowych stronach internetowych. Są obecne w mediach społecznościowych, podcastach, filmach i płatnych reklamach. Czasami przekaz wygląda jak zwykła edukacja zdrowotna, a dopiero po chwili okazuje się, że prowadzi do sklepu, płatnej konsultacji albo sprzedaży produktu.
Sama popularność określonej metody nie przesądza oczywiście o tym, że jest ona szkodliwa. Podobnie jak fakt, że ktoś szuka dodatkowych sposobów wspierania zdrowia, nie oznacza rezygnacji z medycyny. Najpoważniejsze ryzyko pojawia się tam, gdzie za obietnicą wyleczenia nie stoją dowody, a pacjent jest przekonywany, żeby zamiast sprawdzonego leczenia wybrał coś, co tej skuteczności nie ma.
Co to oznacza dla pacjenta?
Na razie przepisy się nie zmieniają. Rzecznik Praw Pacjenta nadal może podejmować interwencje na podstawie dotychczasowego prawa, ale nie otrzyma nowych narzędzi zapisanych w „Lex Szarlatan”. Dla pacjentów oznacza to również, że nadal trzeba bardzo ostrożnie podchodzić do ofert obiecujących leczenie poważnych chorób poza systemem medycznym. Czerwoną lampkę powinny zapalać gwarancje wyleczenia, zapewnienia o terapii „ukrywanej przez lekarzy”, namawianie do przerwania leczenia czy przekonywanie, że jeden preparat jest skuteczny w wielu zupełnie różnych chorobach.
Ostrożność dotyczy także suplementów i preparatów reklamowanych jako naturalne. Mogą one wpływać na działanie leków, dlatego szczególnie podczas leczenia onkologicznego czy terapii chorób przewlekłych ich stosowanie warto wcześniej omówić z lekarzem.
Jak „Lex Szarlatan” miało chronić pacjentów przed pseudomedycyną
FAQ
Czy prezydent zawetował „Lex Szarlatan”?
Nie. Prezydent skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego przed jej podpisaniem. Jest to tzw. kontrola prewencyjna.
Czy „Lex Szarlatan” obowiązuje?
Nie. Ustawa nie została podpisana i na razie nie może wejść w życie.
Dlaczego powstała ta ustawa?
Miała dać państwu skuteczniejsze narzędzia do reagowania na praktyki pseudomedyczne, szczególnie takie, które mogą wprowadzać chorych w błąd albo zagrażać ich zdrowiu i życiu.
Czy ustawa miała zakazać ziołolecznictwa?
Nie. Nie wprowadzała ogólnego zakazu ziołolecznictwa ani fitoterapii. Miała dotyczyć praktyk przedstawianych jako diagnostyka lub leczenie w sposób mogący wprowadzać pacjentów w błąd i zagrażać ich bezpieczeństwu.
Co stanie się z ustawą?
Najpierw jej zgodność z Konstytucją zbada Trybunał Konstytucyjny. Jeżeli TK uzna ją za zgodną z Konstytucją, prezydent będzie zobowiązany ją podpisać.
Czy powstanie inna ustawa przeciwko pseudomedycynie?
Kancelaria Prezydenta zapowiedziała przygotowanie własnej inicjatywy legislacyjnej. Na razie nie przedstawiono jednak szczegółów projektu.
Czytaj także:
Organizacje pacjentów poparły „Lex Szarlatan”
Jak pseudomedycyna wykorzystuje internet i media społecznościowe




































































