Kolonoskopia oznaczona jako pilna dopiero za dziewięć miesięcy, gastroskopia w znieczuleniu za ponad rok, a rezonans magnetyczny po przeszło trzech miesiącach. Tak wyglądają dziś średnie terminy oczekiwania na część badań finansowanych przez NFZ. Najnowsze dane Alivia Onkoskaner pokazują, że po zmianie zasad rozliczania świadczeń kolejki wyraźnie się wydłużyły. Szczególnie trudna jest sytuacja osób, u których dopiero podejrzewa się chorobę nowotworową i które nie zostały jeszcze objęte szybką ścieżką onkologiczną.
Dla pacjenta oczekującego na diagnozę każdy kolejny miesiąc niepewności ma znaczenie. Bez wyniku kolonoskopii, gastroskopii, tomografii czy rezonansu lekarz często nie jest w stanie ani wykluczyć poważnej choroby, ani zaplanować dalszego postępowania. Tymczasem dostęp do tych badań w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia wyraźnie się pogorszył.
Z danych zebranych przez Onkofundację Alivia wynika, że od marca do września 2026 roku czas oczekiwania na analizowane badania wydłużył się od 23 do 67 proc. W przypadku niektórych świadczeń różnica wynosi już kilka miesięcy.
Badania formalnie bez limitu, ale nie zawsze w pełni opłacane
Źródła problemu fundacja upatruje w zasadach finansowania obowiązujących od 1 kwietnia 2026 roku. Badania diagnostyczne nadal mają status świadczeń nielimitowanych, jednak zmienił się sposób rozliczania procedur wykonywanych ponad wartość ustaloną w umowie z Narodowym Funduszem Zdrowia. Za dodatkowe badania tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego placówki otrzymują 50 proc. standardowej stawki. W przypadku kolonoskopii i gastroskopii NFZ pokrywa 60 proc. wartości świadczenia. Dla pacjenta zasady rozliczeń są niewidoczne, ale ich skutki może odczuć bardzo wyraźnie. Wykonywanie badań ponad kontrakt stało się dla części placówek mniej opłacalne. Niektóre ograniczają więc liczbę terminów, inne czasowo wstrzymują zapisy lub przenoszą je na kolejny rok.
Pierwsze sygnały o zamykaniu grafików i rosnących kolejkach Onkofundacja Alivia otrzymywała już krótko po wprowadzeniu zmian. Dane z kolejnych miesięcy wskazują, że nie był to problem przejściowy.
Na pilną kolonoskopię trzeba czekać średnio 262 dni. Najdłuższe kolejki dotyczą badań endoskopowych. Średni czas oczekiwania na kolonoskopię bez znieczulenia w trybie normalnym wzrósł z 237 do 336 dni. Oznacza to, że pacjent czeka obecnie niemal rok, a więc o ponad trzy miesiące dłużej niż przed zmianą finansowania. Niewiele lepiej wygląda sytuacja osób ze skierowaniem pilnym. Termin kolonoskopii bez znieczulenia wyznaczany jest średnio po 262 dniach. W marcu było to 168 dni. Jeszcze dłużej czekają pacjenci, którzy mają mieć wykonane badanie w znieczuleniu. W trybie normalnym średnia kolejka wynosi 501 dni, natomiast w pilnym – 426 dni. W obu przypadkach czas oczekiwania przekracza rok.
Samo wykonanie kolonoskopii nie zawsze kończy diagnostykę. Jeżeli podczas badania zostanie pobrany materiał do oceny mikroskopowej, pacjent musi jeszcze poczekać na wynik histopatologiczny. Według danych Alivii przygotowanie takiego wyniku może trwać do 32 dni.
Gastroskopia w znieczuleniu dopiero po kilkunastu miesiącach. Rosną również kolejki do gastroskopii. Na badanie bez znieczulenia pacjent ze skierowaniem w trybie normalnym czeka średnio 200 dni. To o 67 dni dłużej niż w marcu. W przypadku trybu pilnego oczekiwanie wydłużyło się z 94 do 150 dni. Największą zmianę odnotowano jednak w dostępie do gastroskopii wykonywanej w znieczuleniu. W ciągu pięciu miesięcy średni termin w trybie normalnym przesunął się z 384 do 574 dni. Kolejka wydłużyła się zatem aż o 190 dni.
Równie niepokojące są dane dotyczące świadczeń pilnych. Pacjent, który w marcu czekał średnio 333 dni, we wrześniu musiał liczyć się z terminem odległym o 515 dni. To ponad 17 miesięcy oczekiwania na badanie, którego potrzeba została określona jako pilna. – Badania endoskopowe, czyli gastroskopia i kolonoskopia, to jedne z podstawowych badań wykorzystywanych w diagnostyce nowotworów i innych chorób układu pokarmowego. Tak długi czas oczekiwania może oznaczać istotne opóźnienie całego procesu diagnostycznego i często poważne konsekwencje dla pacjentów – mówi Aleksandra Ciompała, koordynatorka ds. programów pomocowych w Onkofundacji Alivia.
Rezonans po czterech miesiącach, tomografia po dwóch. Chociaż największe opóźnienia dotyczą endoskopii, pogorszyła się również dostępność badań obrazowych. W marcu na rezonans magnetyczny w trybie normalnym czekało się średnio 85 dni. We wrześniu było to już 137 dni. W przypadku skierowań pilnych kolejka wzrosła z 64 do 104 dni. Na tomografię komputerową w trybie normalnym pacjenci czekają obecnie średnio 80 dni, podczas gdy pięć miesięcy wcześniej oczekiwanie wynosiło 51 dni. Dla badań pilnych termin wydłużył się z 36 do 60 dni.
Uzyskanie terminu nie oznacza jeszcze zakończenia oczekiwania. Po badaniu obrazowym potrzebny jest jego opis. W przypadku rezonansu jego przygotowanie może trwać nawet 28 dni, natomiast przy tomografii – do 23 dni. Dopiero z opisanym wynikiem pacjent może zwykle wrócić do lekarza, który zdecyduje o dalszej diagnostyce lub leczeniu.
Czytaj także: Miesiące do diagnozy. Nowe dane pokazują skalę zatorów w diagnostyce onkologicznej w Polsce
Placówki zamykają grafiki na 2026 rok
Dane o średnim czasie oczekiwania nie pokazują całej skali trudności. Problemem staje się także samo znalezienie placówki, która przyjmuje nowych pacjentów. – Problemem jest nie tylko długość dostępnych kolejek, ale również ograniczona możliwość zapisania się na badania zarówno obrazowe, jak i endoskopowe. Część placówek, w związku z ograniczeniami finansowania, zakończyła już zapisy na 2026 r. i zapowiada uruchomienie nowych terminów dopiero w październiku, kiedy rozpocznie przyjmowanie zapisów na 2027 r. Inne prowadzą zapisy na bardzo odległe terminy – w niektórych przypadkach nawet na 2029, 2030 czy 2031 rok – podkreśla Aleksandra Ciompała.
W praktyce pacjent często musi więc samodzielnie kontaktować się z wieloma ośrodkami i porównywać terminy. Dla osób starszych, chorych lub pozostających bez wsparcia bliskich może to być dodatkowa bariera w rozpoczęciu diagnostyki.
Po pojawieniu się informacji o rosnących kolejkach Ministerstwo Zdrowia wprowadziło korektę nowych zasad. Od czerwca pełne finansowanie wybranych badań przywrócono pacjentom znajdującym się już pod opieką onkologiczną. Rozwiązanie obejmuje między innymi tomografię komputerową, rezonans magnetyczny, gastroskopię i kolonoskopię wykonywane w trakcie diagnostyki prowadzonej z kartą DiLO, podczas leczenia onkologicznego oraz w ramach regularnych kontroli po jego zakończeniu. Decyzja zabezpiecza dostęp do badań ważnej grupie chorych, ale nie obejmuje wszystkich pacjentów, u których istnieje podejrzenie nowotworu. Najbardziej narażone na długie oczekiwanie pozostają osoby znajdujące się na samym początku drogi diagnostycznej.
Bez karty DiLO pacjent trafia do zwykłej kolejki. Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego pozwala objąć pacjenta szybką ścieżką onkologiczną. Problem w tym, że nie każda osoba z podejrzeniem nowotworu otrzymuje ją przed wykonaniem badań potrzebnych do ustalenia rozpoznania. Według danych NFZ 17 proc. pacjentów otrzymuje kartę DiLO dopiero na etapie leczenia szpitalnego, gdy nowotwór złośliwy został już potwierdzony. W części województw odsetek ten przekracza 30 proc. Pacjent może więc znaleźć się w trudnej sytuacji: ma objawy wymagające pogłębionej diagnostyki, ale nie ma jeszcze rozpoznania, które otworzyłoby mu drogę do szybszego wykonania badań. Jeżeli nie otrzyma karty DiLO, zapisuje się na kolonoskopię, gastroskopię, tomografię lub rezonans na zasadach ogólnych.
W konsekwencji pełne finansowanie badań dla osób już leczonych onkologicznie nie rozwiązuje problemu tych, którzy dopiero próbują ustalić przyczynę niepokojących dolegliwości. To właśnie od dostępności diagnostyki zależy, czy choroba zostanie rozpoznana odpowiednio wcześnie. – Dobrze, że Ministerstwo Zdrowia dostrzegło problem i zdecydowało się zapewnić pełne finansowanie diagnostyki pacjentów pozostających pod opieką onkologiczną. Nie możemy jednak zapominać o osobach, które dopiero próbują uzyskać diagnozę. Część z nich nie ma jeszcze karty DiLO, a bez odpowiednich badań nie mogą przejść do etapu leczenia. Dane portalu Alivia Onkoskaner pokazują, że ograniczenie finansowania już przełożyło się na czas oczekiwania. Potrzebujemy rozwiązań, które zagwarantują szybki dostęp do diagnostyki wszystkim pacjentom, którzy jej potrzebują – mówi Paulina Gadomska-Dzięcioł, koordynatorka ds. relacji zewnętrznych w Onkofundacji Alivia.
Gdzie sprawdzić czas oczekiwania na badanie?
Alivia Onkoskaner monitoruje dostępność świadczeń diagnostycznych finansowanych przez NFZ w placówkach w całej Polsce. Pacjenci mogą za jego pośrednictwem sprawdzić kolejki między innymi do kolonoskopii, gastroskopii, tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego i PET-CT. Porównanie terminów w różnych ośrodkach może pomóc znaleźć miejsce, w którym badanie zostanie wykonane wcześniej. Nie zmienia to jednak podstawowego problemu: pacjent wymagający diagnostyki powinien mieć zapewniony dostęp do niej w czasie wynikającym ze wskazań medycznych, niezależnie od tego, czy ma już potwierdzoną chorobę i kartę DiLO. Onkofundacja Alivia zapowiada dalsze monitorowanie kolejek oraz analizowanie wpływu zasad finansowania na dostępność badań. Dane po pięciu miesiącach pokazują, że czas oczekiwania wzrósł we wszystkich sprawdzanych kategoriach – zarówno w trybie normalnym, jak i pilnym.

Alivia apeluje o priorytetowy dostęp do poradni specjalistycznych






























































