Fałszywe informacje o leczeniu mogą doprowadzić do wyłudzenia pieniędzy, rezygnacji z terapii, pogorszenia zdrowia, a nawet śmierci pacjenta. Nie każda pseudomedyczna treść jest jednak przestępstwem, dlatego policja i prokuratura często mogą wkroczyć dopiero wtedy, gdy pojawi się konkretna szkoda. Podczas konferencji Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie przedstawiciele administracji publicznej, wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania zastanawiali się, jak zbudować system, który reaguje wcześniej.
Szarlatani medyczni nie są zjawiskiem nowym. Zmieniły się jednak skala i szybkość, z jaką mogą docierać do pacjentów. Pseudonaukowa metoda leczenia, fałszywa reklama suplementu czy zmanipulowane nagranie z wykorzystaniem wizerunku lekarza mogą w ciągu kilku godzin dotrzeć do tysięcy osób. Zanim treść zostanie zgłoszona, oceniona i ewentualnie usunięta, może pojawić się na kolejnych stronach i profilach.
O tym, jak państwo powinno odpowiadać na takie zagrożenia, rozmawiano 25 sierpnia 2026 r. podczas konferencji „ZERO tolerancji dla dezinformacji w medycynie!”, zorganizowanej przez Okręgową Izbę Lekarską w Warszawie. Punktem wyjścia pierwszego panelu, prowadzonego przez dr. n. med. Artura Drobniaka, prezesa Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, było pytanie o granicę między dozwolonym przekazywaniem poglądów a działalnością, która zagraża zdrowiu i życiu pacjentów.
Dyskusja odbyła się kilka dni po decyzji prezydenta Karola Nawrockiego o skierowaniu ustawy określanej jako „Lex Szarlatan” do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Jednocześnie prezydent przedstawił własny projekt zmian w Kodeksie karnym. W praktyce na stole znalazły się więc dwa różne sposoby reagowania: administracyjny, pozwalający Rzecznikowi Praw Pacjenta interweniować przed wystąpieniem szkody, oraz karny, oparty na odpowiedzialności za konkretny czyn zabroniony.
Prawo karne działa, gdy można wskazać przestępstwo
Sama obecność fałszywej lub pseudonaukowej informacji w internecie nie oznacza jeszcze, że doszło do przestępstwa. Znaczenie ma to, kto ją rozpowszechnia, w jakim celu, czy czerpie z tego korzyść majątkową, czy wprowadza odbiorców w błąd i czy swoim działaniem naraża ich zdrowie albo życie.
Na tę różnicę zwracał uwagę podinsp. Tomasz Wierzba, zastępca naczelnika Wydziału do walki z Przestępczością Ekonomiczną Komendy Stołecznej Policji. „Musimy zdać sobie sprawę, czym jest dezinformacja, a czym jest przestępstwo. Dezinformacja nie wchodząca do zagadnień głębszych, chociażby na potrzeby tej naszej konferencji, przestępstwem nie jest, natomiast bardzo często jest elementem niezbędnym do tego, żeby zaistniało dane przestępstwo”.
W zależności od okoliczności zastosowanie mogą znaleźć istniejące przepisy dotyczące między innymi oszustwa, udzielania świadczeń zdrowotnych bez uprawnień, niezgodnego z prawem wprowadzania produktów leczniczych do obrotu, nielegalnej reklamy leków, podszywania się pod inną osobę albo narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
W przypadku oszustwa podstawą jest art. 286 Kodeksu karnego. Nie wystarczy jednak wykazać, że ktoś przekazywał nieprawdziwe informacje o leczeniu. Organy ścigania muszą ustalić również między innymi zamiar osiągnięcia korzyści majątkowej, sposób wprowadzenia pokrzywdzonego w błąd oraz niekorzystne rozporządzenie przez niego mieniem.
Jak wyjaśniał Jakub Ciborski z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, prokuratura znajduje się zwykle na końcu tego procesu. Nie jest instytucją, której podstawowym zadaniem jest prewencyjne ocenianie wszystkich treści pseudomedycznych. Zaczyna działać, gdy pojawia się podejrzenie popełnienia konkretnego przestępstwa. „Ponieważ prokuratura ocenia to, co się już wydarzyło, a prewencja ma zapobiegać. Zapobieganie – jeżeli nie zapobiegniemy, dojdzie do tragedii. Ktoś złoży zawiadomienie, dopiero wkracza prokuratura”.
Ta kolejność ma szczególne znaczenie w medycynie. W przypadku rezygnacji z leczenia onkologicznego, odstawienia leków lub zastosowania niebezpiecznego preparatu konsekwencje mogą pojawić się szybciej niż rozstrzygnięcie sprawy przez organy ścigania.
Pacjenci zrezygnowali z leczenia onkologicznego
Podczas panelu prokurator opowiedział o postępowaniu dotyczącym osoby, która nie była lekarzem, ale miała się za niego podawać. Pacjentom onkologicznym proponowała niekonwencjonalne leczenie preparatami sprowadzanymi z zagranicy, które nie były przeznaczone dla ludzi, lecz dla zwierząt. Za wizyty pobierała pieniądze. „Osoby leczone onkologicznie, zaprzestały terapii. Wysłuchały osoby, która nie jest lekarzem, podawała się za lekarza, zaproponowała alternatywną niekonwencjonalną metodę leczenia”.
Jak relacjonował Jakub Ciborski, pokrzywdzeni zorientowali się, że zostali wprowadzeni w błąd, gdy doszło do wznowy choroby i pojawiły się przerzuty. Pacjentów nie udało się uratować. Zachowanie osoby oferującej rzekome leczenie zostało zakwalifikowane jako oszustwo w zbiegu z innymi przepisami odnoszącymi się do produktów leczniczych. Sprawa trafiła do sądu.
Takie postępowanie wymaga jednak znacznie więcej niż wskazania, że stosowana metoda nie należała do medycyny opartej na dowodach. Konieczne są badania oferowanych preparatów, analiza dokumentacji, przesłuchania świadków oraz opinie specjalistów z odpowiednich dziedzin medycyny.
Według prokuratora na opinię biegłego trzeba niekiedy czekać od pół roku do dwóch lat. Bez niej nie zawsze można wykazać związek pomiędzy działaniem podejrzanego a pogorszeniem zdrowia lub śmiercią pacjenta. Nawet gdy szkodliwość działalności wydaje się oczywista, musi zostać udowodniona w sposób spełniający wymagania procesu karnego.
Problem dotyczy także możliwości szybkiego powstrzymania sprawcy. Jeśli podejrzanym jest lekarz, prokuratura może – po spełnieniu ustawowych przesłanek – zastosować środek zapobiegawczy polegający na zawieszeniu w wykonywaniu zawodu. W przypadku osoby działającej bez uprawnień medycznych sytuacja jest bardziej skomplikowana. Najpierw trzeba zgromadzić materiał pozwalający na przedstawienie zarzutów, a w tym czasie działalność może być kontynuowana.
„Lex Szarlatan” miał pozwolić reagować przed wystąpieniem szkody
Ustawa z 31 lipca 2026 r. o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta miała wypełnić tę lukę za pomocą narzędzi administracyjnych. Nie wprowadzała przede wszystkim nowych przestępstw. Poszerzała natomiast kompetencje Rzecznika Praw Pacjenta wobec osób i podmiotów prowadzących działalność pseudomedyczną.
Jak tłumaczył Jakub Bydłoń, dyrektor Departamentu Dialogu Społecznego w Ministerstwie Zdrowia, rozwiązania wzorowano częściowo na uprawnieniach prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Rzecznik Praw Pacjenta miał uzyskać możliwość wydawania ostrzeżeń publicznych i decyzji tymczasowych nakazujących natychmiastowe przerwanie niebezpiecznej działalności. Przewidziano także jawny rejestr domen internetowych wykorzystywanych do prowadzenia dezinformacji medycznej oraz instrumenty pozwalające ograniczać dostęp do takich stron.
Maksymalna kara za stosowanie praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów miała wzrosnąć z 500 tys. zł do miliona złotych, a kara za nieprzekazanie Rzecznikowi wymaganych informacji lub dokumentów – z 50 do 100 tys. zł.
Podmiot objęty działaniami Rzecznika miał mieć prawo do wniesienia sprzeciwu, a decyzje administracyjne podlegałyby kontroli sądu administracyjnego. Jakub Bydłoń odrzucał pojawiające się podczas prac legislacyjnych zarzuty, że nowe przepisy miały ograniczać swobodę debaty. „Różnego rodzaju teorie, które funkcjonowały na etapie prac nad tym projektem o tym, że my chcemy wprowadzić jakiś kaganiec na swobodną dyskusję, to to nieprawda”.
Prezydent Karol Nawrocki skierował jednak ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Zastrzeżenia Kancelarii Prezydenta dotyczyły między innymi szerokiego zakresu kompetencji Rzecznika Praw Pacjenta, zasad blokowania domen oraz ryzyka objęcia przepisami legalnej działalności zielarskiej, dietetycznej i komplementarnej. Skierowanie ustawy do TK w trybie kontroli prewencyjnej oznacza, że nie weszła ona w życie, ale nie jest równoznaczne z wetem.
Prezydent przedstawił jednocześnie własny projekt, który zakłada przede wszystkim zmianę Kodeksu karnego i wprowadzenie nowego art. 160a. Projekt koncentruje się na odpowiedzialności osób, które bez wymaganych kwalifikacji podejmują działania wobec chorego, narażając go na niebezpieczeństwo, oraz przewiduje surowszą odpowiedzialność, gdy następstwem jest ciężki uszczerbek na zdrowiu albo śmierć.
Są to więc rozwiązania o odmiennym charakterze. Ustawa skierowana do TK miała stworzyć przede wszystkim administracyjną możliwość wczesnej interwencji. Projekt prezydencki kładzie nacisk na odpowiedzialność karną za określone zachowanie i jego skutki.
Ściganie oszustw jest możliwe, ale wymaga czasu i dowodów
Przedstawiciele policji wskazywali, że istniejące przepisy pozwalają prowadzić skuteczne, również bardzo duże postępowania. Podinsp. Tomasz Wierzba przytoczył sprawę oszustwa na szkodę kilkuset osób, w której łączną wartość strat oszacowano na około 40 mln zł.
Klienci mieli być wprowadzani w błąd co do wartości i właściwości towarów sprzedawanych przez internet oraz specjalnie utworzone centra telefoniczne. Wśród oferowanych produktów znajdowały się wyroby przedstawiane jako lecznicze, a także towary o charakterze ezoterycznym. Zatrzymano 14 osób, sześć z nich zostało tymczasowo aresztowanych. Zabezpieczenie majątkowe przekroczyło 3 mln zł, a wszystkie zatrzymane osoby objęto następnie aktem oskarżenia.
Drugie z opisanych postępowań dotyczyło sprzedaży produktów kosmetycznych, dietetycznych i quasi-medycznych. Według ustaleń śledczych ponad 180 tys. klientów miało zostać wprowadzonych w błąd, a wartość wyłudzonych pieniędzy sięgnęła niemal 31 mln zł. Produkty przedstawiano jako posiadające właściwości lecznicze, których w rzeczywistości nie miały. Jeden z wątków dotyczył płatnej infolinii reklamacyjnej kosztującej około 7,69 zł za minutę, której konstrukcja miała utrudniać skuteczne złożenie reklamacji.
Oba postępowania wymagały udziału specjalistów z zakresu informatyki, rachunkowości, farmacji i farmakologii oraz badań składu sprzedawanych produktów. Pokazują, że ściganie tego rodzaju działalności jest możliwe, ale trudno uznać je za mechanizm szybkiej ochrony pacjenta przed szkodliwym przekazem.
Zawiadomienie może złożyć także rodzina pacjenta
Sama dezinformacja medyczna nie ma odrębnej, jednolitej procedury zgłaszania policji. Jeżeli jednak przekaz może być elementem oszustwa, podszywania się pod lekarza, bezprawnego udzielania świadczeń albo narażenia pacjenta na niebezpieczeństwo, można złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
Co istotne, nie musi tego robić sam poszkodowany. Jak wyjaśniał Jakub Ciborski, zawiadomienie może złożyć również członek rodziny lub inna osoba, która dostrzega zagrożenie.
„W tego typu sprawach medycznych możemy się spotkać z sytuacją, że ten pokrzywdzony de facto nadal jest przekonany o prawidłowości leczenia, które zlecił mu szarlatan. To może złożyć każda inna osoba”.
Ma to znaczenie szczególnie wtedy, gdy pacjent nadal ufa osobie oferującej pseudomedyczną terapię, odrzuca pomoc bliskich i nie uważa się za ofiarę. Rodzina nie musi czekać, aż sam chory zmieni zdanie albo dojdzie do poważnej szkody.
Przy zgłoszeniu warto zabezpieczyć materiały mogące stanowić dowody: korespondencję, potwierdzenia płatności, nagrania rozmów, reklamy, zrzuty ekranu, adresy stron, opakowania preparatów oraz dokumentację medyczną. O tym, czy zachowanie spełnia znamiona przestępstwa i jak należy je zakwalifikować, decydują jednak organy prowadzące postępowanie.
Internet skraca czas dotarcia do pacjenta, nie czas postępowania
Osobnym problemem pozostaje działalność prowadzona w internecie. Szkodliwa informacja może w krótkim czasie zostać opublikowana na wielu profilach, stronach i platformach. Usunięcie jednej domeny nie kończy działalności, ponieważ niemal natychmiast może powstać kolejna. Dodatkową przeszkodą bywa anonimowość autorów oraz umieszczenie serwerów lub siedziby operatora poza Polską.
Jacek Lachowicz z Departamentu Prawa Karnego Ministerstwa Sprawiedliwości zwracał uwagę, że problem obejmuje również deepfake’i, czyli zmanipulowane materiały wykorzystujące wizerunek i głos konkretnej osoby. W reklamach preparatów i rzekomych terapii mogą być używane wizerunki lekarzy, którzy nigdy nie polecali danego produktu.
W takim przypadku poszkodowanym może być nie tylko pacjent, lecz również lekarz, którego tożsamość lub wizerunek wykorzystano. W zależności od sposobu działania mogą mieć zastosowanie przepisy karne dotyczące podszywania się pod inną osobę, a także cywilnoprawna ochrona dóbr osobistych.
Uczestnicy panelu zgodzili się, że skuteczna reakcja wymaga nie tylko zmian legislacyjnych, ale również współpracy z platformami internetowymi, sprawnego zabezpieczania danych oraz rozwiązań wykraczających poza granice jednego państwa.
Edukacja jest konieczna, ale nie zastąpi interwencji
Podczas dyskusji wielokrotnie wskazywano na potrzebę edukowania pacjentów. Świadomy odbiorca powinien umieć rozpoznać fałszywy autorytet, obietnicę „cudownego wyleczenia”, wybiórcze powoływanie się na wyniki badań oraz przekaz, który nakłania do porzucenia diagnostyki lub leczenia zaleconego przez lekarza.
Edukacja nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów. Pacjenci podejmujący decyzje w warunkach ciężkiej choroby, strachu i ograniczonych możliwości leczenia są szczególnie podatni na obietnice dające nadzieję. Odpowiedzialność za ochronę przed oszustwem nie może zostać przeniesiona wyłącznie na chorego i jego rodzinę.
Z debaty wynikało, że system powinien działać na kilku poziomach. Pierwszym jest rzetelna informacja i edukacja zdrowotna. Kolejne to monitorowanie zagrożeń, publiczne ostrzeganie i możliwość szybkiego zatrzymania działalności, która może wyrządzić szkodę. Prawo karne pozostaje potrzebne w sytuacji oszustwa, narażenia zdrowia lub życia i innych czynów zabronionych, ale z natury działa przede wszystkim wtedy, gdy możliwe jest już wskazanie sprawcy, pokrzywdzonego, zamiaru i skutku.
Największa luka pozostaje zatem w miejscu, w którym pseudomedyczna działalność jest już niebezpieczna, lecz nie doszło jeszcze do zdarzenia pozwalającego szybko zastosować przepisy karne. To właśnie tę przestrzeń miały wypełnić administracyjne narzędzia przewidziane w ustawie skierowanej do Trybunału Konstytucyjnego.
Co to oznacza dla pacjenta?
Pacjent ma prawo wiedzieć, czy zwraca się do osoby wykonującej zawód medyczny oraz czy proponowana metoda ma potwierdzoną skuteczność. Szczególną ostrożność powinny wzbudzać obietnice wyleczenia poważnej choroby, namawianie do odstawienia leków lub rezygnacji z terapii, sprzedaż kosztownych preparatów o niejasnym składzie oraz posługiwanie się tytułem lekarza bez możliwości potwierdzenia kwalifikacji.
Jeżeli pacjent lub jego bliscy podejrzewają oszustwo albo widzą bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia, mogą złożyć zawiadomienie na policji lub w prokuraturze. Zawiadamiający nie musi być osobą pokrzywdzoną. Warto wcześniej zachować wszystkie dokumenty i materiały związane z ofertą, płatnościami oraz prowadzoną korespondencją.
Prezydent nie podpisał „Lex Szarlatan”. Ustawa przeciw pseudomedycynie nie wejdzie w życie
Gdzie zgłosić problem z leczeniem? RPP, NFZ, izba lekarska czy sąd
FAQ
Czy rozpowszechnianie dezinformacji medycznej jest przestępstwem?
Nie zawsze. Może jednak stanowić element oszustwa, bezprawnego udzielania świadczeń zdrowotnych, narażenia pacjenta na niebezpieczeństwo, nielegalnej reklamy produktów leczniczych lub innego czynu zabronionego.
Czy „Lex Szarlatan” obowiązuje?
Nie. Ustawa z 31 lipca 2026 r. została skierowana przez prezydenta do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Do czasu rozstrzygnięcia nie może zostać podpisana i wejść w życie.
Czy skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego jest wetem?
Nie. Weto oznacza przekazanie ustawy Sejmowi do ponownego rozpatrzenia. Kontrola prewencyjna polega na skierowaniu ustawy do Trybunału Konstytucyjnego przed jej podpisaniem.
Co zakładała ustawa określana jako „Lex Szarlatan”?
Miała rozszerzyć uprawnienia Rzecznika Praw Pacjenta, m.in. o wydawanie publicznych ostrzeżeń i decyzji tymczasowych, prowadzenie rejestru domen rozpowszechniających dezinformację medyczną oraz nakładanie wyższych kar finansowych.
Czy rodzina może zawiadomić prokuraturę bez zgody pacjenta?
Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa może złożyć także osoba, która sama nie została pokrzywdzona. O zasadności wszczęcia postępowania decyduje policja lub prokuratura na podstawie przedstawionych informacji i dowodów.
Gdzie można sprawdzić, czy dana osoba jest lekarzem?
Prawo wykonywania zawodu i podstawowe dane lekarza można sprawdzić w Centralnym Rejestrze Lekarzy prowadzonym przez Naczelną Izbę Lekarską.
Lex Szarlatan i walka z dezinformacją medyczną. Eksperci apelują o skuteczniejszą ochronę pacjentów
Spór o „Lex Szarlatan”. Tomasz Kopiec rezygnuje z funkcji eksperta BCC




































































